wtorek, 17 marca 2020

Wdzięczność w czasach zarazy


Włączam wieczorem transmisję różańca u naszych kleryków. Znajome kąty, gdzie tyle razy robiło się zdjęcia - teraz Maciek, Bartek czy Mateusz trzymają rękę na pulsie. Wielka radość, kiedy ks. rektor wystawia Najświętszy Sakrament.

Inny dzień - zwołujemy się na skype'ie i robimy spotkanie modlitewne. Dzieci koniecznie chcą coś powiedzieć do mikrofonu. Na przykład: "Nie bójcie się!".

Trzyma mnie przeziębienie, więc tym bardziej nie wyściubiam nosa z chaty. I uświadamiam sobie, że już kiedyś miałam przygrywkę - po operacjach. Że wiem, jak oswoić to niewychodzenie. Ale wiem, że jeszcze trochę i wyjdę. Do lasu, na łąkę, nad Drwęcę. Tęsknię za ludźmi, ale, jak mawia nasza koleżanka z redakcji: jaka to będzie radość, jak już się wreszcie wszyscy spotkamy!

Dzwonię dziś do przyjaciółki, której nie nogę odwiedzić, choć nasze bloki dzieli ledwie ulica. Przy okazji Ola podaje mi wszystkie informacje: która piekarnia i warzywniak dowiozą chleb, co zrobić jeśli kończą mi się leki.

Po napisaniu wielu artykułów o świętych, po serii artykułów historycznych wiem jedno - zło ma kres. Taki specyficzny ten Wielki Post - zawsze tyle się działo. Teraz jest inaczej - może także po to, żeby zobaczyć Boga inaczej? Że nawet wtedy, kiedy wszystko stanęło na głowie - On jest?


W Judei zaś był prorok Habakuk. Przygotował on polewkę i rozdrobił chleb w naczyniu, i poszedł na pole, by zanieść to żniwiarzom. Anioł Pański odezwał się do Habakuka: «Zanieś posiłek, jaki masz, Danielowi do Babilonu, do jamy lwów». Habakuk odpowiedział: «Panie, nie widziałem nigdy Babilonu ani nie znam jamy lwów». Ujął go więc anioł za wierzch głowy i niosąc za włosy jego głowy przeniósł go do Babilonu na skraj jamy z prędkością wiatru.  Zawołał Habakuk: «Danielu, Danielu! Weź posiłek, który ci Bóg przysyła». Daniel zaś powiedział: «Boże, pamiętałeś o mnie i nie opuściłeś tych, którzy Cię kochają». Powstawszy zaś Daniel jadł. Anioł Boży przeniósł natychmiast Habakuka w poprzednie miejsce.
Dn 14,33-39

niedziela, 9 lutego 2020

Jesteś cudnym manowcem




Fotografuję grupę ludzi, ale w obiektywie zjawia się Staś - i nie odejdzie, dopóki nie zrobię mu zdjęcia. Potem jeszcze Jaś, Wercia, Helenka, Tosia, ktoś chce z siostrą, ktoś z bratem, ktoś chce pokazać, jak tańczy... - Ooo, a komu to ciocia nie zrobiła zdjęcia? Mam się jutro poprawić? - Tak! - dziewczątko zawzięcie kiwa główką. A, jeszcze Gabi, która uważa, że powinnam nosić ją, a nie aparat  - a jakże! Uroki robienia zdjęć na rekolekcjach, na których jest mnóstwo dzieci. 

Ale są jeszcze dorośli. "Mi nie rób, jestem brzydka", "Ja to gruby/gruba jestem". Ucinam sobie długą pogawędkę z pewną mamą trójki dzieci. Ma piękne, szare oczy. Kiedyś po udarze długo nie mogła patrzeć na swoją wykrzywioną twarz. Ale w końcu doszła do wniosku, że to też jej historia. Zresztą teraz, po kilku latach, prawie nie ma po niej śladu. 

Kiedy ostatnio byliśmy z grupą na spacerze fotograficznym, poszliśmy na łąkę za miastem. Kolega, jak to on, strzelił niespotykanie piękne zdjęcie i podpisał "cudne manowce". W tle majaczyły 2-3 sylwetki. Jedna z "aparatek" rozpoznała siebie i od tej pory podpisuje się "Jestem cudnym manowcem!", względnie: "Cudny manowiec - to ja!". 

Kiedy odechciało nam się myśleć, że jesteśmy cudnym manowcem? Że możemy sobie być grubi, chudzi, szczerbaci, jakkolwiek - i to naprawdę w Bożych oczach nie ma znaczenia?

A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre.
Rdz 1,31


niedziela, 2 lutego 2020

Goniąc kormorany


Cieszę się, że przypadkiem nieprzypadkowym dowiedziałam się o tej książce. Powieść obyczajowa znad Wielkich Jezior Mazurskich. Autorem jest katecheta, ale to nie jest książka konfesyjna. Taką erudycję miło się podziwiało u Sapkowskiego - tyle że u "Sapka" brakowało mi nadziei. A tu jest, i to dużo. Są zaangażowani katolicy, są ludzie poszukujący, ale te relacje nie są czarno-białe. Jest poszukiwanie siebie, próby radzenia sobie z tym, co trudne, wychodzenia poza lęk. Bardzo przyjemnie wciąga.

Książka wydana w niszowym wydawnictwie, więc raczej się nie rozchodzi w milionach egzemplarzy - a szkoda. Pewnie wiele jest takich dobrze napisanych książek, o których mało kto wie. Więc reklamuję :)

Piotr Ozygała, Brzozowo,   Pracownia Wydawnicza ElSet, Olsztyn 2019

sobota, 4 stycznia 2020

Krasnoludki


Robię zdjęcia na wielkim koncercie. Same muzyczne sławy, ogromna hala wypełniona słuchaczami. Uśmiecham się na widok dwumetrowego fotografa, który zawsze wszystkich wita pierwszy (niekoniecznie ich znając) i nigdy (no, może raz) nie wlazł mi w kadr. Albo na widok innego z braci aparackiej, który lekko się spłoszył, kiedy zorientował się, że widzę, jak śpiewa pod nosem (w sumie żaden wstyd). Wiem, że drobna blondynka, która przemyka pod sceną, zrobi przepiękną galerię.

A w pewnym momencie myślę z wdzięcznością o tych, których nie widać, których nazwiska nie pojawią się na plakatach. O tych, którzy dbają o to, by muzyka była dobrze słyszalna w każdym kącie, a jednocześnie o to, by nie ogłuchł ktoś, kto przypadkowo stanie przy głośniku. O tych, którzy przygotowują światło tak, że nie oślepia artystów ani widzów, ale współgra z tym, co się dzieje na scenie. O tych, którzy wydają płaszcze w szatni tak sprawnie, że na tramwaj nie spóźniłam się ani ja, ani dwie nobliwe już damy.

A do tego ktoś, kto załatwia bilety dla tych, których niekoniecznie stać. I inne osoby zaangażowane w organizację wydarzenia u nas w mieście (do zdjęcia strojące głupie miny, żeby ktoś sobie nie pomyślał, jakie to one wielkie).

Gromady niewidocznych krasnoludków.

Kto bowiem z najczystszą miłością pracuje dla Boga, nie tylko nie chce, by to ludzie widzieli, lecz nawet nie pragnie, by sam Bóg o tym wiedział, i owszem, choćby się Bóg o tym nigdy nie dowiedział, on nie zaprzestałby spełniać nigdy tych czynności z tą samą radością i miłością bezinteresowną.
św. Jan od Krzyża

piątek, 20 grudnia 2019

Taniec


Z dedykacją dla Ruttki <3

Straciłam kiedyś - jak by to powiedział Norwid - "szlachetnie różniącego się przyjaciela". Z tym, że Norwid mówił o Krasińskim, który za jego plecami zachowywał się wyjątkowo nieszlachetnie. Tymczasem spotkanie z moim przyjacielem, mimo jego trudnego charakteru, przyniosło wiele dobra.

Stało się jednak tak, że spaliliśmy mosty. 

Po długim czasie (a dokładnie w urodziny bł. ks. Wicka!) o 11 w nocy przyszedł sms: "Mój brat jest chory, lekarze nie dają żadnych szans. Proszę o modlitwę". 
W środku nocy szybka obietnica, że nad ranem dostanie listę mailingową do sióstr klauzurowych. I rozpoczęliśmy wspólnotową modlitwę. Ciągła wymiana sms-ów: "pamiętamy" "dziękuję".

Jakiś czas później nasza wspólnota organizowała rekolekcje. Zaprosiliśmy do posługi siostrę chłopaków, bo wiedzieliśmy, że klimaty charyzmatyczne jej niestraszne, a przy okazji się pomodli. Drugiego dnia wieczorem podczas modlitwy uwielbienia rozradowała się tak bardzo, że próbowałam zrobić jej zdjęcie, jak tańczy, ale nie szło. "Ale ją Pan Bóg pocieszył! - pomyślałam. - Jutro zagadam".

I zagadałam. Okazało się, że właśnie przyszły wyniki i nie ma śladu raka. Popłakałyśmy się z radości, teraz już obie. "Straciłam rachubę, kto się modlił!" - mówiła. Modlił się zaprzyjaźniony staruszek kapłan, siostry zakonne, wspólnoty, znajomi, nieznajomi.

Kiedy szłam do przyjaciół ze wspólnoty, żeby im o tym wszystkim powiedzieć, miałam wrażenie, że doświadczam jakiejś maleńkiej cząstki tej radości, którą miała Maria Magdalena idąca do uczniów z wieścią, że Jezus żyje. Wiedziałam, że Bóg jest wszechmogący, ale żeby aż tak...



Przyozdobisz się znów swymi bębenkami
i wyjdziesz wśród tańców pełnych wesela.

(...)
Wtedy ogarnie dziewicę radość wśród tańca,
i młodzieńcy cieszyć się będą ze starcami.
Zamienię bowiem ich smutek w radość,
pocieszę ich i rozweselę po ich troskach.
(Jr 31, 4b.13)