wtorek, 15 września 2020

I szukam Go wkoło siebie


Przeprowadziłam się i po mojemu można ponarzekać. Po ignacjańsku - szukać Boga w codzienności. 
Tak więc oprócz tego, że na moim osiedlu są cztery Msze św. w ciągu dnia (można wybierać), to wyszedł jeszcze jeden pożytek - rowery. Ponieważ nie ma tu lasu, parku, Wisły, Drwęcy, łąki na wyciągnięcie ręki (a właściwie trzech - z bażantami, z krowami i z małymi stawami w pakiecie), trzeba było zaryzykować. I tak to po 10 latach od moich operacji okazało się, że jednak mogę. To nic, że niektóre rowery miejskie są lekko zdezelowane - nie dość, że jeżdżę, to jeszcze odkrywam nowe kąty. 

O tym właśnie jest ta książka - o odkrywaniu śladów Boga w codzienności. W tramwaju, na klatce schodowej, w rodzinie, we wspólnocie - zresztą wspólnota to osobny temat do rozważań. Jak funkcjonować, żeby nie rozdeptać świeżynek (siebie nawzajem zresztą też)? Co robić, kiedy we wspólnocie pojawia się kryzys? Na czym polega prawdziwa przyjaźń? Co zrobić, kiedy Bóg zaprasza nas do czegoś, co wydaje nam się nie do przejścia (na przykład zobaczenie dobra w kimś trudnym)?

"Jeśli jeszcze nie zacząłeś słuchać Jezusa codziennie, chciałabym cię do czegoś zachęcić. Na statkach jest taki dobry zwyczaj - odprawa z kapitanem. Ty możesz taką odprawę robić z Jezusem. Na czym ona polega? U mnie wygląda to tak: codziennie rano siadam na łóżku i mówię: "Panie, tymi piętnastoma minutami chcę Cię bardzo ukochać. Siadam tutaj dla Ciebie, kocham Cię. Cały dzień będzie dla Ciebie. I niezależnie od tego, czy zrozumiem, co Ty do mnie mówisz, czy nie - słucham Ciebie". A Pan Jezus na tych porannych odprawach okazuje mi swoją dobroć, ponieważ przygotowuje mnie do tego, co wydarzy się w ciągu dnia." - tak pisze autorka o codziennej modlitwie. Polecam - szczególnie dla starych wspólnotowych wyjadaczy. Ku odświeżeniu. 


Inga Pozorska, Życie pełne cudów, Wydawnictwo Ośrodek Odnowy w Duchu Świętym, Łódź 2020

 

niedziela, 13 września 2020

Święci? To nasi sąsiedzi



Mam wielu ulubionych świętych, ale Jan Paweł II do nich nie należał. Wiedziałam, że to człowiek Boży, ale za bardzo kremówkowato przedstawiany. Żebym się mogła przekonać, że to taki mój brat, jak Jan od Krzyża czy Karol de Foucauld, potrzebna była książka na trasę Toruń-Wrocław-Toruń. Zachwyciłam się tą rodziną i już rozumiem, skąd jego świętość. 

Milena Kindziuk skrupulatnie przekopuje teksty źródłowe, czasem może się to wydawać nużące, ale jest potrzebne. Po pierwsze, aby ustalić pewne fakty, które trudno sprawdzić po ponad stu latach. A poza tym prowadzi nas do rodziny, która bardzo się kocha. Tak mówią sąsiedzi, dalsza rodzina. Mimo różnych przejść - służby wojskowej Karola, wojen, choroby i śmierci Emilii, śmierci dzieci - są razem. Z jednej strony niezwykli, bo pobożni i nie obgadujący wszystkich dookoła :), z drugiej strony doświadczający tego, co my - źle opłacanej pracy (choć Karol był cenionym oficerem), przeprowadzek, utraty dziecka, choroby, niemocy. Ale też radości z synów - bystrego Edmunda, który, choć z powodu wojny do szkoły powszechnej chodził w 4 placówkach, ukończył ją z wyróżnieniem, czy czupurnego Lolka, który najchętniej ganiałby z wadowickimi chłopakami i grał w piłkę. Potrafiący nawet w trudnościach zachować pokój serca.

Przyjaciel Papieża z czasów studiów mówił: „Gdy wyobrażałem sobie czasem człowieka świętego, lecz równocześnie głęboko i mądrze związanego z życiem, to ojciec Karola mógłby być jego wzorem. (…) Był człowiekiem o wielkiej kulturze i anielskiej dobroci i łagodności”. 

Edmund jako młody, dobrze zapowiadający się lekarz zaraża się szkarlatyną od chorej pacjentki. Ale nie mógłby jej opuścić - przecież widział, jak ojciec pochyla się nad chorą matką. Być może - z powodu heroicznego oddania życia - za jakiś czas otworzy się jego proces beatyfikacyjny.

Bardzo mnie porusza taka "zwyczajna" świętość, bez wielkich znaków, ale bardzo mocno zakotwiczona w Bogu. 

Milena Kindziuk, Emilia i Karol Wojtyłowie, Esprit, Kraków 2020

sobota, 12 września 2020

Znasz mnie


Przez własną głupotę mogę być trochę podziębiona, a tu po praniu do rana wyschła tylko jedna maseczka. Trudno - myślę sobie - pojadę w jedną stronę rowerem miejskim, a wrócę autobusem. Wchodzę do pracy, a szef ma dla nas przyłbice. Można było zaufać i jechać także rano autobusem, a nie wystawiać gardło na wiatr i mżawkę :). Ale człowiek tak lubi po ludzku.

Na dniach w psalmie responsoryjnym słowa: "Przyglądasz się, jak spoczywam i chodzę...". Ale się ucieszyłam - ostatnio znów bolą mnie nogi, ale On widzi, jak chodzę. Trzeba obmyślić inny sposób noszenia zakupów, żeby nie obciążać bioder. Ale najważniejsze, że nawet to się Bogu nie wymyka spod kontroli.

Koniec sierpnia - rekolekcje ignacjańskie. Znów można Mu powiedzieć wszystko. Mój najlepszy Przyjaciel leczy wszystkie rany serca. 
Lubię ten czas. Człowiek się czuje, jakby po długiej wędrówce trafił wreszcie pod prysznic. 
A po rekolekcjach widzę, jak naprawia się relacja, która się posypała wiele lat temu. Tak po prostu, jakby się nic nie stało. I bardzo mnie to cieszy.

Przenikasz i znasz mnie, Panie, 
Ty wiesz, kiedy siedzę i wstaję.
Z daleka spostrzegasz moje myśli, 
przyglądasz się, jak spoczywam i chodzę, 
i znasz wszystkie moje drogi.
Ps 139, 1-2





 

wtorek, 30 czerwca 2020

Ćwiczenia z perspektywy


Fajnie mieć świeżynki we wspólnocie. "Bo wiesz, nie udaje mi się w tygodniu z lekturą duchową, ale w weekend nadrabiam. A ty co teraz czytasz? Albo słuchasz?". 
I tak oto świeżynka cię mobilizuje, żeby chociaż posłuchać czegoś podczas robienia na drutach :)

Słuchałam więc sobie w niedzielę o. Remiego Recława SJ. Trafiłam akurat na wypowiedź o oddawaniu Bogu różnych rzeczy. Na przykład problemów. Bo wiadomo, komu zależy, żeby zmienić perspektywę, żeby złość, żal, bezsilność, czyjaś złośliwość były na pierwszym miejscu. 

Czyli zadanie na ten dzień: patrzeć na Boga, a nie na to, co mnie rozbija. 

Miałam się spotkać z koleżanką na Starym Mieście, ale ona też ma urwanie głowy z wynajmującym jej pokój (i też się przenosi). Wzięłam więc aparat i pojechałam na łąkę za miastem. Właściwie nie muszę wyjeżdżać w dalekie kraje. Łąka, las, rzeka, ścieżka, którą jeszcze nigdy nie szłam - to wystarczy. Ponieważ na drodze wjazdowej był remont, musiałam obejść łąkę i dwa stawy z innej perspektywy niż kiedyś. Weszłam na górkę, patrzę, a tam... miasto jak na dłoni. Niesamowity widok.

Czas biegł nieubłaganie. W drodze powrotnej znowu nalot myśli o tym, jak właściciele mieszkania, z którego się wyprowadzam, uprzykrzają mi życie i co jeszcze mogą wymyślić. Znowu lęk, złość, bezsilność. Tymczasem jestem już na osiedlu, przede mną idzie jakaś nieznana mi rodzinka - mama, tata, córka i synek. Chcę ich minąć, ale ta dziewczynka zastępuje mi drogę i na cały regulator: MIŁEGO DNIAAAA!!!

Podziękowałam i pożyczyłam (swoją drogą, jakie mamy grzeczne dzieci na osiedlu) :) I odebrałam to jako upomnienie od Pana Jezusa, żeby powalczyć o właściwą perspektywę.



Pan światłem i zbawieniem moim:
kogóż mam się lękać?
Pan obroną mojego życia:
przed kim mam się trwożyć?

Ps 27,1

niedziela, 17 maja 2020

Domu gitarą i piórem


Jest Matki Bożej Fatimskiej, zbieram się "na materiał" - jak mawia nasz szef. Czyli zdjęcia w kościele podczas uroczystości. Telefon.
- No niestety, muszę pani wymówić pokój.
Współlokatorki się rozjechały z powodu "korony", właścicielce się nie opłaca. 
Nie wiem już, ile razy się przeprowadzałam w ciągu tych lat, odkąd wyjechałam z domu. Na pewno kilkanaście. Nie mam sił. Kiedy tylko coś się zaczynało układać, zaraz człowiek dostawał obuchem w łeb.
Tymczasem jadę tramwajem do pracy. Z tyłu jacyś młodzi kaowcy słuchają ostrej muzyki. Nagle coś przełączają. Nie dowierzam własnym uszom: 
"Jestem przy tobie pamiętam, jestem przy tobie, czuwam...".
Myślę sobie, że tym razem wyjątkowo słowa nie skierowane do Mamy.
Wysiadam, wędruję wśród kamienic do kościoła. Na jednej z nich wymalowane wielkimi kulfonami "JESTEM". Nie, to nie żaden dom kultury ani stowarzyszenie, wokół żadnych szyldów. Po prostu przypominajka, na którą nie sposób nie zwrócić uwagi.

Pokoju szukam dalej, założyłam zrzutkę na wkład mieszkaniowy. W tej bezsilności potrzebuję wierzyć, że Bóg się zatroszczy. Nawet jeśli przypomina o tym w śmieszny sposób.

A jeśli dom będę miał, to będzie bukowy koniecznie...(WGB)