poniedziałek, 25 czerwca 2018

Kajaki


Zaprzyjaźniona wspólnota pojechała na spływ kajakowy. Rzeczka nie za głęboka, ale za to odcinek z zakrętami, a w dodatku jakiś czas przed ich wyprawą była burza i nie wszystkie powalone drzewa zostały sprzątnięte. Pytamy, jak było. "Suuuper!". 
Już na początku deszcz ich zmoczył, po którymś zakręcie w kilka kajaków wpadli na takie właśnie powalone drzewo. Jedna osoba przepłynęła dołem i wyszła na brzegu, a potem inni zabrali ją, żeby się przebrała. Znajomy walczył z kajakiem, który coraz bardziej napełniał się wodą, w końcu doholował go w jakieś płytsze miejsce... tylko mało przyjemne jeśli chodzi o zapachy. Przebrał się w coś suchego, wypłynął i w tym momencie lunął deszcz. Ale na koniec wyszło słońce, wszyscy się wysuszyli i cali i zdrowi dopłynęli do celu. "No mówię wam, jaki reset!"

W KAŻDYM położeniu dziękujcie!
1 Tes 5,18

czwartek, 31 maja 2018

On żyje


Parę lat temu miałam operację bioder i myślałam, że się nie podźwignę. Byłam tak słaba, że zemdlałam, leżąc i rozmawiając przez telefon z koleżanką. Podczas pionizacji robiłam się malowniczo zielona i padałam na łóżko. Żeby wyjść ze szpitala, trzeba było pokonać o kulach korytarz i trzy schodki, a ja nie mogłam nawet marzyć o dojściu do drzwi od pokoju, chociaż łóżko miałam tuż obok. Nic nie pomagało. Miałam wrażenie, że ta operacja nie miała sensu i że będzie tylko gorzej i gorzej.
Któregoś razu w środku tygodnia na salę przyszedł ksiądz z Panem Jezusem. Zapomniał przyjść w niedzielę :) Przyjęłam komunię i wiedziałam, że coś się wydarzy - chociaż nie wiedziałam, co. Za to z miejsca poprawił mi się humor, zaczęłam nucić TGD (chociaż tego dnia w dalszym ciągu nie wstawałam).
Następnego dnia rehabilitant przyszedł na salę, a ja wzięłam kule i ruszyłam. O kulach, ale pewnie. Przez cały korytarz.
Potem było jeszcze parę operacji. Dzisiaj mogę robić różne dziwne rzeczy - np. latać z aparatem i uwieczniać świętowanie Bożego Ciała na Starówce.

Twoja cześć, chwała, nasz wieczny Panie,
Na wieczne czasy niech nie ustanie...

piątek, 25 maja 2018

Odsupłane


Różnych mamy ludzi we wspólnocie - jedni idą za Panem kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat, a inni ponawracali się całkiem niedawno i ze zdumieniem odkrywają w Kościele różne skarby. Jedna z tych świeżynek opowiadała, jak to niedawno zaczęła się modlić nowenną do Matki Bożej Rozwiązującej Węzły. Spodobała jej się bardzo, więc pełna zapału postanowiła pomodlić się za swoją siostrę o to, coby rzuciła papierosy. I udało się - siostra przestała palić. Zwróciła się więc do drugiej: "Za ciebie też się o to pomodlę!" "O, nie, nie, nie! Możesz się modlić o coś innego! Papierosów nie zamierzam rzucać!". D się zgodziła i powiedziała nowennę w innej intencji. Po czym jej druga siostra... rzuciła papierosy.

Chrześcijanin nie ma żadnego powodu, aby być smutnym, a ma wiele, aby być radosnym. 
św. Ignacy Loyola.

wtorek, 22 maja 2018

Ciąg dalszy o braciach


Jakiś czas temu dostałam wymarzoną pracę w mediach ewangelizacyjnych. Roboty jest sporo, ale lubię to. Wcześniej miałam przynaglenie, żeby prosić św. Józefa o pracę - chociaż miałam te swoje pół etatu i jakieś korekty z różnych źródeł. Potem przyjaciele przypomnieli o nowennie do Matki Bożej Rozwiązującej Węzły (polecam, zwłaszcza jak relacje się sypią). W międzyczasie byłam na mszy w intencji rychłej beatyfikacji ks. Stefana Wincentego Frelichowskiego. Proboszcz przypomniał, żeby prosić ks. Wicka o różne rzeczy i wierzyć, że on wymodli. "No księże Wicku! Pracę u ks. Pawła!" - westchnęłam. Nie minęło kilka dni, gdy będąc na rekolekcjach dostałam sms, cobym napisała z nich reportaż. A potem wszystko potoczyło się lotem błyskawicy... Pierwszego dnia wchodzę do pracy, a na biurku u szefa obrazek Frelichowskiego. Kochany brat!

Jakiś czas temu, siedząc w kościele pw. św. Józefa, marudziłam jego patronowi, że ciągle mi przepadają pielgrzymki do Kalisza. Poprosiłam, żeby coś z tym zrobił, po czym... zapomniałam o tej prośbie. Ale nie św. Józef. Wczoraj ks. Paweł wchodzi do pracy i mówi: "Wtedy i wtedy diecezjalna pielgrzymka do sanktuarium św. Józefa w Kaliszu. Obecność obowiązkowa!" :)

Gdy nadejdzie czas mej łaski, wysłucham cię,
w dniu zbawienia przyjdę ci z pomocą.
Iz 49,8
 

środa, 22 listopada 2017

Fajnie mieć braci II



Ostatnio siedzę w wątkach, dotyczących dziejów różnych parafii mojego miasta. Zaprzyjaźniłam się m.in. z ks. Leonem Dzieniszem, pierwszym proboszczem w urokliwej parafii pod lasem. Znał się dobrze z drugim Bożym szaleńcem, bł. ks. Stefanem Wincentym Frelichowskim. Pierwszy grał na wiolonczeli, drugi na skrzypcach. Obydwaj zginęli w Dachau. 
Szukając informacji na temat toruńskich kościołów, trafiłam na nazwę pewnej parafii, o której istnieniu nie miałam pojęcia. Gorzej, że moi przyjaciele - autochtoni - też nie mieli pojęcia. Trzeba by poszperać w bibliotekach, a nie wszędzie mam dojście... Co było robić? Westchnęłam do ks. Leona i ks. Wicka: "Chłopaki, znajdźcie mi coś na ten temat! Przecież wiecie, gdzie to było!". Nie minął tydzień, kiedy koleżanka wręczyła mi książkę o zupełnie innej parafii: "Skoro piszesz, to może ci się przyda". A w środku w jednym z artykułów... autor opisał dokładnie, na jakim terenie znajdowała się poszukiwana przeze mnie parafia i w jakich latach istniała! Przypadek?...
W niedzielę byłam na przepięknym koncercie (były smyczki!) - też "załatwionym" z nieba. Wiele lat temu przez krótki czas opiekunem naszej wspólnoty był pewien młody ksiądz. Swego czasu założył zespół, wykonujący poezję śpiewaną i muzykę uwielbieniową. Kapłan zginął w tym roku w wypadku, a koncert miał być ku jego pamięci. Tymczasem tego dnia kończyły się rekolekcje organizowane przez moją wspólnotę i wiedziałam, że zwyczajnie nie zdążę, a chciałam tam być. "Księże Mirku, załatw to jakoś!". No i załatwił. Zanim zespół wydrukował plakaty, rozeszły się wszystkie wejściówki na koncert (wszystko przez FB ;)). Chętnych było tylu, że powtórzyli go dwie godziny później - i na tę godzinę już (prawie) spokojnie mogłam zdążyć. Miałam tam być, Pan Bóg bardzo dotykał mojego serca.
Fajnie mieć braci.

Wierny bowiem przyjaciel potężną obroną,
kto go znalazł, skarb znalazł.

Syr 6,14