niedziela, 11 sierpnia 2019

Siostry, bracia i pola


Za dalą dal, czyli u Ruttki tak ładnie :)

Jak to mawialiśmy na nadmorskiej: "Chciałem piasek na plaży i mam piasek na plaży - chwała Panu!" ;)

W tym roku prosiłam o piękne wakacje - i dostałam. Po latach przepracowania i planach wakacyjnych, które co chwila brały w łeb. O wstawiennictwo poprosiłam mojego prywatnego specjalistę od spraw beznadziejnych - św. Jana od Krzyża. I mój brat załatwił piękny czas odpoczynku u Agnes-es i naszej blogowej Rut.

Niezwykłe Boże kobiety z pasją. I z wielką miłością do swoich rodzin. 

Piękne rodziny. I piękne widoki na pola, łąki, kapliczki, drewniane domki z malwami albo średniowieczne kościółki ukryte na końcu miasta. Dużo czasu, kiedy po prostu możesz, ale nie musisz. Książki, włóczki, kawa, cisza i pogaduchy.

A wczoraj jeszcze wyjechaliśmy z Piernikowa na spacer fotograficzny w miasteczku niedaleko nas. I też był to dobry czas. Może i mniej zdjęć - ale za to rozmowy... o obiektywach i pomidorówce, o historii miasteczka i pewnej samotnej pani, która obcym nie pozwala nawet spojrzeć na kwiaty w ogródku, o musze, która zabrała się na gapę. Takie głupoty, ale potem miło jest spotkać tych ludzi podczas jakiegoś wydarzenia, na którym trzeba zrobić zdjęcia - bo ten, co jest niewierzący, serdecznie się uśmiecha, a tamten, co nie może się odnaleźć w żadnej denominacji protestanckiej, pomaga ci rozeznać jakąś sprawę po Bożemu i odwozi do domu, bo wydarzenie kończy się po północy.


Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym.
Mk 10, 29-30


niedziela, 5 sierpnia 2018

Zakaz narzekania


Uśmiałam się wczoraj z siebie. A było to tak.

Lubię robić zdjęcia na uroczystościach w małych parafiach - atmosferę rodzinności (szczególnie jeśli w dodatku widać kilka znajomych twarzy), rowery pod płotem, grupki młodych, rodziny z dziećmi, proboszczów znających parafian od małego. Wczoraj robiłam zdjęcia w takim małym gronie - ale chociaż parafia niewielka, fotografów przybyło sporo. Była dziewczyna z parafii, był pewien dwumetrowy fotograf, który jest wszędzie, było dwóch chłopaków z miejscowych mediów - wiadomo, każdy chce wykonać swoją pracę, ale stara się jednocześnie, żeby drugiemu nie zasłaniać. A zwłaszcza jak ma dwa metry przy moim wzroście Małej Tereski (naśladując świętych Karmelu mam - podobnie jak ona - 158 cm) - za taką malizną można stanąć i też się zrobi. Ale był fotograf, który doprowadzał mnie do szewskiej pasji - latał, krążył, skakał, wszystkim właził w kadr w najbardziej newralgicznym momencie. No miałam mordercze instynkty na jego widok.

Po uroczystościach wszyscy zostaliśmy zaproszeni na grilla, więc gadam sobie z kierowniczką parafialnego chóru, którą okazała się być moja znajoma z warsztatów gospel. Nawet miałam się poskarżyć na tego szalonego dokumentalistę, ale w międzyczasie zmieniłyśmy temat, a potem D oddaliła się z drugą koleżanką po coś do picia. Za chwilę D mnie woła: "Kawusiowo, muszę ci kogoś przedstawić! To mój narzeczony!". Domyślacie się, kogo mi przedstawiła :)

Cóż, narzeczony kierowniczki parafialnego chóru może wszystko!

Nie sprzeczaj się z człowiekiem potężnym,
abyś przypadkiem nie wpadł w jego ręce. 
Syr 8,1

wtorek, 24 lipca 2018

Podnieś śmiecia


Siedzimy dzisiaj w redakcji, gdy nagle przychodzi mail od pewnego stowarzyszenia, zachęcającego w trakcie Wielkiego Postu do podejmowania różnych wyzwań. Stowarzyszenie śle do różnych organizacji podziękowania za promowanie ich akcji. Różne strony czy stowarzyszenia robią takie wyzwania. Akurat tegoroczne mnie nie zachwyciło.
Ja: No, promowało się ich... ale co to za duchowe wyzwania? "Podnieś śmiecia..."
Tedy nasz szef poczuł, że teraz on dostał wyzwanie:
- Poczekaj... Spójrz na to z innej strony. Są osoby, które traktujemy jak śmieci. Widzisz bezdomnego, narkomana, pijaka? Uśmiechnij się dzisiaj do niego, porozmawiaj, dodaj nadziei. Nie traktuj jak śmiecia. Podnieś "śmiecia"! Masz z kimś na pieńku? Nie traktuj go dzisiaj z góry, bądź życzliwa! Podnieś "śmiecia". Czujesz się jak śmieć?...
Ja: Idź na adorację i weź ze sobą Pismo Święte...
Ksiądz: ...albo idź do spowiedzi. Podnieś "śmiecia"! No, i odtąd śmieć już nigdy nie będzie dla ciebie taki sam :)

Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.
Mk 2,17


poniedziałek, 9 lipca 2018

Łóżko piętrowe


Przyjaciele ze wspólnoty długo czekali na dzieci, ale w końcu się doczekali prawdziwego wysypu. Mają czterech synków - w dodatku chłopcy wymyślają już imiona dla potencjalnych sióstr. No bo jak to tak bez siostry? 
Kiedy chłopców było dwóch, rodzice wstawili im do pokoju łóżko piętrowe. Przy pojawieniu się trzeciego trzeba było pomyśleć o kolejnym piętrze. A co teraz? "Tato" - mówi ten najstarszy - "musimy kupić wyższe mieszkanie, bo pięterko dla A. się nie zmieści!"
Czasem jesteśmy jak dzieci - mówi mój kolega. Wiemy, że coś jest nie tak i prosimy Pana Boga o rozwiązanie - dokładnie takie, jak sobie wymyśliliśmy. Tylko takie mieści się w naszej głowie. Czwarte pięterko. Nie wpadniemy na to, że trzeba poszukać mieszkania... które będzie miało więcej pokoi. 

Sprawię, że niewidomi pójdą po nieznanej drodze,
powiodę ich ścieżkami, których nie znają,

ciemności zmienię przed nimi w światło,
a wyboiste miejsca w równinę.
Oto są rzeczy, których dokonam
i nie zaniecham. 
Iz 42,16


niedziela, 8 lipca 2018

Podróż za jeden uśmiech




Post z dedykacją dla Ruttki :)

Będzie już z dziesięć lat, jak napisałam artykuł o Karolinie Kózkównie. A przy okazji się z nią zaprzyjaźniłam - bo, jak zeznawali świadkowie podczas procesu beatyfikacyjnego, "jej nie dało się nie lubić". Powiedziałam sobie wtedy, że kiedyś na pewno pojadę do niej do Zabawy. Jestem z północnej Polski, nie mam samochodu ani prawka, po drodze były operacje bioder, różne problemy finansowe - ale i tak wiedziałam, że pojadę.
W zeszłym roku mieliśmy zlot po ewangelizacji nadmorskiej... w Krakowie. To był rok, w którym świętowano 30-lecie beatyfikacji Karolinki - rozdawało dziewczę prezenty. Pewien chłopak napisał, że przy okazji pobytu w Krakowie wybrałby się do Zabawy (czyli okolice Tarnowa). Zgłosiłyśmy się z koleżanką, że chętnie się zabierzemy, chociaż właściwie go nie znałyśmy, bo ewangelizował w innej grupie. W ostatniej chwili okazało się, że koleżanka nie pojedzie. No ale ja nie mogłam sobie darować spotkania z Karolinką.
I tym oto sposobem po dziewięciu latach mogłam spełnić swoje marzenie. Spoglądałam ukradkiem, czy kolega nie patrzy i... całowałam ściany tego domu - czyste wariactwo. Przeszliśmy trasę jej męczeństwa, byliśmy też na mszy i spotkaniu modlitewnym w sanktuarium. Kolega wziął za przejazd jakieś grosze (zresztą jeździł tak strasznie, że gwoli sprawiedliwości mogłabym potrącić ;))

Raduj się w Panu, a On spełni pragnienia Twego serca. 
Ps 37,4.