Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyd. Święty Wojciech. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyd. Święty Wojciech. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 sierpnia 2016

W Imię Jezusa chodź!

Kolejne rozważanie biblijne znanego ewangelizatora, Jose Prado Floresa - tym razem na podstawie historii uzdrowienia chromego, żebrzącego przy Bramie Pięknej - i jednocześnie opowieść o tym, co to znaczy ewangelizować z mocą. A można bez mocy? Cóż, sami wiemy...
Autor zaznacza, że w Dniu Pięćdziesiątnicy po przemówieniu św. Piotra, namaszczonego Duchem Świętym, nawróciły się trzy tysiące dusz. Po uzdrowieniu zaś nieuleczalnie chorego - na widok ewidentnego znaku mocy Bożej - nawróciły się kolejne tysiące. Samo przekazanie informacji o Chrystusie, o doktrynie, dogmacie nigdy nie wystarczy do przemiany serc. "Słowo Boże jest aktualne. Zdanie świętego Łukasza >>Apostołowie z wielką mocą świadczyli o zmartwychwstaniu Pana Jezusa<< powinniśmy przełożyć na teraźniejszość: >>Kościół z wielką mocą świadczy o zmartwychwstaniu Pana Jezusa<<".
Pochylając się nad sceną z Dziejów Apostolskich, Jose Prado zatrzymuje się nad różnymi grupami osób, w niej występującymi; jak w przygotowaniu do medytacji ignacjańskiej stawia przy tym różne pytania. Dlaczego czasem nasza pomoc nie jest żadną pomocą? Dlaczego nieraz próbujemy dobrze wypaść przed Bogiem, zamiast przyznać się do własnej słabości i dać Mu się przemienić? Dlaczego wspólnota apostołów w obliczu pogróżek nie cofa się, ale modli się o jeszcze więcej mocy Bożej? Wreszcie: dlaczego Jezus za swojego życia nie uzdrowił chorego, przecież z pewnością spotykał go przy świątyni? Autor zaznacza, że to pozorne opóźnienie także miało swój cel...

Jose H. Prado Flores, Ewangelizować z mocą, Wyd. Święty Wojciech, Poznań 2016.

poniedziałek, 2 listopada 2015

Dlaczego Bóg nie uzdrawia swoich przyjaciół?

No właśnie - dlaczego? Pytanie zadaje niestrudzony ewangelizator, autor wielu książek, przez swoje konferencje formujący nowych apostołów - obecnie poważnie chory. Dlaczego przechodząc przez wsie Galilei, uzdrawiał wszystkich, dlaczego uzdrowił syna urzędnika królewskiego na odległość - a Łazarz, jego przyjaciel, musiał spoczywać cztery dni w grobie? Dlaczego św. Paweł zmagał się całe życie z ościeniem? Autor nie daje łatwych odpowiedzi, widząc w tym tajemnicę. Bóg jest wolny w swoim działaniu - i tę wolność daje też człowiekowi. Jose Prado przeprowadza czytelnika jakby z ukrytą kamerą, ukazując mu kilka historii osób uzdrowionych przez Jezusa. Czasem Bóg uzdrawia w cudowny sposób, nie zwracając nawet uwagi na wiarę proszącego. Czasem pyta, czy rzeczywiście chcemy być zdrowi, zaprasza do współpracy (Weź swoje łoże i idź do domu!; Wyjdź na zewnątrz!). Czasem chce, aby to wspólnota pomogła w uzdrowieniu (Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić!). Czasem - a raczej zawsze - jest z nami w cierpieniu - tak jak płakał z Martą i Marią z powodu śmierci Łazarza i ich cierpienia. Autor przypomina jednak, że nie tylko płakał. Kiedy przyszedł do grobu, wzniósł oczy do góry, a potem...

Bóg nie ma jednej metody terapeutycznej. Nie poddaje się stałym schematom ani nie ustanawia recept przygotowanych z góry. Każdy przypadek jest szczególny i odmienny, dlatego nie możemy się spodziewać, że Jezus uzdrowi nas tak samo, jak uczynił to w przypadku innej osoby. Choćby chodziło o tę samą chorobę, każdy chory jest inny. Nawet nas samych Bóg nie uzdrawia zawsze w ten sam sposób. Bóg jest Bogiem, który nie ogranicza się do naszych ram.

Jose Prado Flores, Dlaczego Bóg nie uzdrawia swoich przyjaciół?, Wyd. św. Wojciech, Kraków 2015.

sobota, 17 października 2015

Do boju!

Napisana ze swadą książka o tym, że na każdym z katolików spoczywa obowiązek ewangelizacji. Kolejna? Ale warto przeczytać i zastosować! I nie ma co uciekać w hasła o "świadectwie życia", musimy w końcu przemówić (nota bene autor twierdzi, że słowa przypisywane św. Franciszkowi: "Bezustannie ucz Ewangelii, w razie konieczności używaj słów" to tylko urban legend... Biedaczyna z Asyżu głosił w końcu Ewangelię bardzo wyraźnie, zarówno słowem, jak i przykładem życia). Ostatecznie Nowa Ewangelizacja musi być wezwaniem każdego mężczyzny, każdej kobiety i każdego dziecka do zakochania się w Bogu, wzrastania w tej miłości i kroczenia przez życie z Tym, który nas kocha. A ten, kto kocha, nie może nie mówić o obiekcie swojej miłości.
Hahn pokazuje problemy w podjęciu misji ewangelizacyjnej, przedstawiając je także z perspektywy historycznej (zwłaszcza na gruncie amerykańskim). Zaznacza, że czasem nie będziemy mieli gotowych, natychmiastowych odpowiedzi. Ale chodzi o to, aby mówić o tym, co najistotniejsze - o Jezusie. Jezus Chrystus nie jest tylko częścią Dobrej Nowiny - On jest Dobrą Nowiną. Podobnie relacja z Nim nie jest tylko częścią naszej katolickiej wiary; ona jest naszą katolicką wiarą. Wszystko inne związane z byciem katolikiem - sakramenty i święci, kapłani i różańce, woda święcona i nawet sama Biblia - służą do tego, aby pomagać tej relacji istnieć.
Dla miłośników historycznych smaczków - opis życia chrześcijan w starożytnym Rzymie. Czym się różnili? Między innymi stosunkiem do kobiet (szacunek, inne spojrzenie na małżeństwo), do dzieci (zero aborcji), do chorych (byli jedynymi, którzy zostawali w miastach podczas epidemii - chcieli opiekować się chorymi. I, co więcej, pośród tego umierania ich liczba wzrastała).
Dawny protestant z ogromną miłością pisze o Eucharystii, o Kościele (przedstawiając go jako rodzinę), zaznacza ważną rolę małżeństw i osób świeckich w głoszeniu Dobrej Nowiny, pisze także o roli mediów. Jest jak dobry trener, który daje narzędzia i zagrzewa do boju. W końcu ogromna jest liczba ludzi czekających jeszcze na Chrystusa: wielu ludzi o różnych kulturach, do których nie dotarło jeszcze przepowiadanie Ewangelii, i rozległe tereny, na których Kościół jest ledwie obecny (...). Winniśmy żywić w sobie apostolską troskę o przekazywanie innym światła i radości wiary i do tego ideału wychowywać cały Lud Boży (Jan Paweł II, Redemptoris missio).

Scott Hahn, Nieście i przyjmujcie Dobrą Nowinę. Wyzwania Nowej Ewangelizacji, Wyd. św. Wojciech, Poznań 2015.

piątek, 25 września 2015

Małe stopy i wielka miłość

Zaczęło się od tego, że Thais powłóczyła nóżką. Wydawało się, że to drobny defekt, który u dziecka łatwo da się poprawić ćwiczeniami. Tymczasem w dniu jej drugich urodzin okazało się, że choruje na nieuleczalną chorobę - leukodystrofię metachromatyczną. Co to oznacza? Powolne zanikanie funkcji nerwowych - motoryki, zmysłów - połączone z bólem, sztywnieniem ciała, doprowadzające do śmierci w ciągu 2-5 lat. Autorka opisuje powolne odchodzenie córeczki - to, jak powoli traci władzę w nogach, w rękach, mowę, wzrok, słuch... Dodatkowo okazuje się, że ich druga córeczka (i trzecie dziecko), o której życie toczy się walka od samych narodzin - choruje na tę samą chorobę.
A jednak to nie tylko opowieść o trudnym do zrozumienia cierpieniu czy tylko "o sile rodzicielskiej miłości". To także opowieść o miłości małżeńskiej, która przezwycięża kryzys. O miłości rodziny (dziadków, kuzynostwa). O miłości osób z zewnątrz (pielęgniarzy, wolontariuszy). O miłości między rodzeństwem. O mądrej miłości zarówno wobec chorych dzieci, jak i zdrowego dziecka.
Wreszcie - to opowieść o miłości, którą może dawać nawet ten, kto pozornie nie może nic dać.
Kiedy pada diagnoza o chorobie małej Thais, matka obiecuje jej, że te lata lata życia, które jej zostaną, będą wypełnione miłością. Ale tuż przed jej śmiercią widzi jeszcze coś:
"Tej nocy mam odwagę powiedzieć: życie Thais jest skarbem. Koncentratem miłości, którą Thais rozsiewa hojnie wokół siebie. Ileż osób, które przyszły do niej z wizytą - z solidarności, ze współczucia, z miłości; zresztą mniejsza o powód - przeżyło to bardzo głęboko, było wręcz wstrząśnięte! Nie w tym rzecz, że doznały szoku, jakby pod wpływem zbyt nagłych przeżyć. Te osoby nie były przybite, zdruzgotane. Nie. Były wstrząśnięte, bo doświadczyły czegoś zupełnie innego - czegoś, co emanowało od Thais mimo jej bólu i cierpienia. Te osoby zostały zarażone o wiele bardziej zakaźną chorobą...".
Film o historii Thais jest też dostępny tutaj.

Anne-Dauphine Julliand, Ślady małych stóp na piasku, Wyd. Św. Wojciech, Poznań 2014.

niedziela, 10 maja 2015

Uczeń-misjonarz

Najgorzej opisywać dobrą książkę, kiedy się ją przeczytało trzy tygodnie temu. Na świeżo można by powiedzieć więcej... ale i tak bardzo polecam. To rozważania biblijne, pisane prostym językiem, pokazujące historię życia św. Piotra - tego, który będąc człowiekiem grzesznym stawał się uczniem-misjonarzem, a potem także i pasterzem owiec. To historia o powołaniu, o nieudanym nocnym połowie, o chodzeniu po wodzie (zauważyliście, że wielu mówi o tym, że Piotr zaczął tonąć, a mało kto dostrzega, jaką drogę już przeszedł? Albo to, że kiedy zaczyna tonąć, jest już blisko Jezusa - i, paradoksalnie jego wiara wtedy wzrasta: nie mówi już "Panie, jeśli to Ty jesteś..." ale "Panie, ratuj!"). Jeden z poruszających rozdziałów opisuje rozmowę Jezusa z Piotrem nad brzegiem morza. Egzegeci czasem mówią, że Piotr trzy razy wyznał miłość do Pana, aby zmazać swoje trzykrotne wyparcie. Jose Prado Flores przypomina jednak, że Bóg nie jest kimś, kto wypomina, kto z lubością wytyka komuś jego słabość. Jezus spojrzał na Piotra na dziedzińcu u Piłata i już wtedy mu przebaczył. Dlaczego więc teraz pyta o miłość? Bo chce przypomnieć, że kocha, że Jego miłość się nie kończy. Ta historia staje się dla autora książki przyczynkiem do rozważań o przebaczeniu. Przyznaje, że przebaczyć nie znaczy zapomnieć. Kiedy Jezus przychodzi do Wieczernika po Swoim zmartwychwstaniu, nie ukrywa Swoich ran. Józef Egipski podczas spotkania z braćmi mówi: "Widzicie, zamierzyliście wobec mnie zło, ale Bóg przemienił je w dobro". Przebaczyć więc - według Jose Prado - to uwierzyć, że nawet z tego, co złe, Bóg może wyprowadzić dobro, że to, co boli, może przemienić w rany chwalebne. Dlatego właśnie nie chce, abyśmy człowiek, doświadczywszy krzywdy, zatruwał sobie serce brakiem przebaczenia.
Jezus potwierdził misję Piotra, okazał mu całkowite zaufanie. W dzień Pięćdziesiątnicy podczas płomiennego kazania Księcia Apostołów - jak pamiętamy z Dziejów Apostolskich - nawróciło się około trzech tysięcy dusz...
Jak wzrastała miłość Piotra do Jezusa? Jak uczył się bycia we wspólnocie i jednocześnie bycia jej pasterzem? Jak te dary mogą rozwijać się w każdym z nas? Przeczytajcie.

Jose H. Prado Flores, Szymon Piotr. Uczeń-misjonarz, Wyd. Święty Wojciech, Poznań 2015.

niedziela, 11 stycznia 2015

Zawodnicy z pierwszej połowy meczu

Słyszeliśmy nieraz o powszechnym obowiązku ewangelizacji. Ale czy każdy powinien ewangelizować? Według autora - nie! Jeśli chcemy głosić Chrystusa, najpierw sami powinniśmy Go poznać i pokochać. Ludzie lepiej rozumieją tajemnice wiary i doceniają bogactwo katechezy, gdy doświadczą wcześniej głoszenia kerygmatycznego. A nawrócenie grzesznika nie jest jeszcze aż tak bardzo trudne, jak nawrócenie kogoś, kto ma o sobie całkiem dobre mniemanie. Jose Prado tak pisze o sobie: Przez długi czas próbowałem ewangelizować, samemu nie będąc zewangelizowanym. Uważałem się za nauczyciela Biblii, choć nie byłem sługą Słowa (por. Łk 1,2). Moje późniejsze nawrócenie nie polegało na przemianie z gorszącego grzesznika w osobę wypełniającą nakazy moralne. Nie. W moim przypadku była to najtrudniejsza przemiana na świecie: przejście od bycia niewolnikiem, który wypełnia nakazy Boże, do życia w charakterze syna, z prawem do dziedziczenia. Nim to się stało, posiadłem obszerną wiedzę na temat Biblii. Wykładałem nawet języki biblijne. Ale nie wprowadziłem do mojego serca tego, co miałem w głowie. Skoro więc Bóg mógł nawróci takiego faryzeusza jak ja, to może przemienić każdego innego człowieka.
Autor zwraca uwagę na to, że nim rozpocznie się katechizację, należy najpierw doprowadzić słuchaczy do osobistego spotkania z Bogiem. Jak obrazowo pisze, "katecheci powinni wchodzić na boisko w drugiej połowie meczu". Pisze też o problemach w ewangelizacji - m.in. zbytnim opieraniu się na ludzkiej mądrości, moralizowaniu, braku wspólnoty wspierającej ewangelizatora, lękach, braku wiary, pokusie natychmiastowych owoców. Głównym jednak problemem, który przeszkadza w skutecznym głoszeniu Słowa, jest brak więzi z Panem - ewangelizator więc nie tylko ewangelizuje, ale i sam potrzebuje nieustannego nawrócenia.

Jose Prado Flores, Nowi ewangelizatorzy dla Nowej Ewangelizacji, Wyd. Święty Wojciech, Poznań 2013.