Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biblijne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biblijne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 sierpnia 2016

W Imię Jezusa chodź!

Kolejne rozważanie biblijne znanego ewangelizatora, Jose Prado Floresa - tym razem na podstawie historii uzdrowienia chromego, żebrzącego przy Bramie Pięknej - i jednocześnie opowieść o tym, co to znaczy ewangelizować z mocą. A można bez mocy? Cóż, sami wiemy...
Autor zaznacza, że w Dniu Pięćdziesiątnicy po przemówieniu św. Piotra, namaszczonego Duchem Świętym, nawróciły się trzy tysiące dusz. Po uzdrowieniu zaś nieuleczalnie chorego - na widok ewidentnego znaku mocy Bożej - nawróciły się kolejne tysiące. Samo przekazanie informacji o Chrystusie, o doktrynie, dogmacie nigdy nie wystarczy do przemiany serc. "Słowo Boże jest aktualne. Zdanie świętego Łukasza >>Apostołowie z wielką mocą świadczyli o zmartwychwstaniu Pana Jezusa<< powinniśmy przełożyć na teraźniejszość: >>Kościół z wielką mocą świadczy o zmartwychwstaniu Pana Jezusa<<".
Pochylając się nad sceną z Dziejów Apostolskich, Jose Prado zatrzymuje się nad różnymi grupami osób, w niej występującymi; jak w przygotowaniu do medytacji ignacjańskiej stawia przy tym różne pytania. Dlaczego czasem nasza pomoc nie jest żadną pomocą? Dlaczego nieraz próbujemy dobrze wypaść przed Bogiem, zamiast przyznać się do własnej słabości i dać Mu się przemienić? Dlaczego wspólnota apostołów w obliczu pogróżek nie cofa się, ale modli się o jeszcze więcej mocy Bożej? Wreszcie: dlaczego Jezus za swojego życia nie uzdrowił chorego, przecież z pewnością spotykał go przy świątyni? Autor zaznacza, że to pozorne opóźnienie także miało swój cel...

Jose H. Prado Flores, Ewangelizować z mocą, Wyd. Święty Wojciech, Poznań 2016.

poniedziałek, 2 listopada 2015

Dlaczego Bóg nie uzdrawia swoich przyjaciół?

No właśnie - dlaczego? Pytanie zadaje niestrudzony ewangelizator, autor wielu książek, przez swoje konferencje formujący nowych apostołów - obecnie poważnie chory. Dlaczego przechodząc przez wsie Galilei, uzdrawiał wszystkich, dlaczego uzdrowił syna urzędnika królewskiego na odległość - a Łazarz, jego przyjaciel, musiał spoczywać cztery dni w grobie? Dlaczego św. Paweł zmagał się całe życie z ościeniem? Autor nie daje łatwych odpowiedzi, widząc w tym tajemnicę. Bóg jest wolny w swoim działaniu - i tę wolność daje też człowiekowi. Jose Prado przeprowadza czytelnika jakby z ukrytą kamerą, ukazując mu kilka historii osób uzdrowionych przez Jezusa. Czasem Bóg uzdrawia w cudowny sposób, nie zwracając nawet uwagi na wiarę proszącego. Czasem pyta, czy rzeczywiście chcemy być zdrowi, zaprasza do współpracy (Weź swoje łoże i idź do domu!; Wyjdź na zewnątrz!). Czasem chce, aby to wspólnota pomogła w uzdrowieniu (Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić!). Czasem - a raczej zawsze - jest z nami w cierpieniu - tak jak płakał z Martą i Marią z powodu śmierci Łazarza i ich cierpienia. Autor przypomina jednak, że nie tylko płakał. Kiedy przyszedł do grobu, wzniósł oczy do góry, a potem...

Bóg nie ma jednej metody terapeutycznej. Nie poddaje się stałym schematom ani nie ustanawia recept przygotowanych z góry. Każdy przypadek jest szczególny i odmienny, dlatego nie możemy się spodziewać, że Jezus uzdrowi nas tak samo, jak uczynił to w przypadku innej osoby. Choćby chodziło o tę samą chorobę, każdy chory jest inny. Nawet nas samych Bóg nie uzdrawia zawsze w ten sam sposób. Bóg jest Bogiem, który nie ogranicza się do naszych ram.

Jose Prado Flores, Dlaczego Bóg nie uzdrawia swoich przyjaciół?, Wyd. św. Wojciech, Kraków 2015.

sobota, 3 października 2015

Sieroctwu mówimy stop!

Nie lubię opisywania lektur po długim czasie od przeczytania... ale tę i tak polecam. To książka o tym, aby własną wiarę wziąć na serio. Zaczyna się od małego trzęsienia ziemi - zresztą przeczytajcie: "Coś jest nie tak z większością wierzących - działamy, żyjemy i myślimy jak sieroty! Żyjemy tak, jakby Jezus nigdy nie przyszedł, nie umarł, nie zmartwychwstał i nie dał nam ani Ducha Świętego, ani swojego królestwa. Żyjemy w stanie duchowej bierności, a tak długo, jak długo jesteśmy bierni - królestwo Boga niewiele się będzie rozszerzać na ziemi (...). Usadzeni w ławkach kościelnych jak ziemniaki na zagonie nigdy nie wejdą do tego przeznaczenia, które Bóg przygotował dla nich przed założeniem świata. A w tym samym czasie "żniwo" niszczeje bez robotników gotowych do pracy!"
O co chodzi? O odkrycie na nowo swojej tożsamości (i godności) dziecka Bożego i nauczenie się życia w zupełnie nowym stylu. A jaka jest kultura królestwa Bożego? To m.in. miłość, pokój, radość, przebaczenie, wdzięczność, zaufanie, prawda, hojność, wsłuchanie się w głos Boży, odpowiedzialność. To sposób postępowania Jezusa. Niełatwo Go naśladować... ale tylko postępując tak, jak On, można coś zmienić w otaczającym świecie. "Sam fakt, że w 2012 r. ponad połowa Amerykanów głosowała na prezydenta, którego system wartości nie zgadza się z Bożym - oznacza, że Ewangelia nie przeniknęła w nas dostatecznie głęboko. Nie oskarżajmy niewierzących za stan, w jakim znalazło się nasze państwo - oni się na tym nie znają. To do nas należy przemiana świata przez modlitwę i działanie tak, jak nas Duch poprowadzi".

Maria Vadia, Nigdy więcej sierot, Rhema, Lublin 2014.

sobota, 27 czerwca 2015

Ku wolności

Krótka konferencja siostry Anny pod wspomnianym tytułem. No właśnie, dlaczego? Dlatego, że Chrystus przebaczył nam dużo więcej, niż myślimy. Co więcej, On chce, abyśmy jako chrześcijanie to robili, a nawet - mimo zranienia - byli tymi, którzy pierwsi wychodzą z pojednaniem. Nie jest to łatwe. Ale jako wyznawcy Chrystusa mamy być rozpoznawani po wzajemnej miłości. Jej elementem jest też - wbrew pozorom - cierpienie. Jezus nie powiedział: "Miłujcie tych, którzy są do was podobni" czy "Miłujcie tych, których łatwo jest kochać"! Nie powiedział tak. Powiedział: "Miłujcie się wzajemnie, tak jak Ja was umiłowałem".
Człowiek, który przebaczył, staje się wolny. Wtedy może dać się poprowadzić Bogu - aż na krańce świata...

s. Ann Shields, Dlaczego mam przebaczać?, eSPe, Kraków 2014.

wtorek, 2 czerwca 2015

Zakaz narzekania

Byłam wczoraj u koleżanki. Pijemy kawę w kuchni, a jej mały synek (niecałe półtora roku ma) siedzi w krzesełku i wcina kawałki chleba z masłem. Koleżanka: "J., dam ci truskawkę!". I w tym momencie jej synuś mało co nie wyskoczył z tego krzesełka z radości, a co się naśmiał, co napiszczał... a my stwierdziłyśmy, że właśnie nam zrobił katechezę. Jak reagujemy na Słowo Boże, na Boże obietnice? "E... może da, a może nie da... może Jego wola jest inna... w moim życiu to się w ogóle nic nie zmieni i na pewno się nie uda...". Gdyby J., słysząc o truskawkach, zaczął smęcić w ten sposób, dopiero by się kochająca mama zdziwiła!
Narzekanie, szemranie i przeciwne im wdzięczność i uwielbienie to jedne z tematów, które podejmuje w swojej książce Maria Vadia. Przypominając słowa św. Jakuba o grzechach języka (Jk 3,1-12), zwraca uwagę na to, jak i co mówimy w sytuacjach trudnych dla nas czy dla naszych bliskich. Pierwsza reakcja to narzekanie, obgadanie, krytykanctwo, złość... tylko że to niczego nie zmienia. Autorka przyznaje, że sama się na tym łapie, ale uczy się, żeby reagować odmiennie: uwielbiając i dziękując, nawet jeśli obiektywnie sytuacja jest trudna. Mocy tej postawy doświadczyła szczególnie w momencie krytycznym: kiedy jej małżeństwo się rozpadło i została samotną matką z czwórką dzieci. Wtedy zastosowałam to, czego się wcześniej nauczyłam: dziękowałam, wychwalałam i wielbiłam Boga nawet wtedy, gdy nie miałam na to sił ani ochoty. Bardzo szybko zobaczyłam owoce tego zawierzenia – podjęłam swoje powołanie prorockie, a moja rodzina jest błogosławiona i cieszy się przychylnością Pana. Narzekanie jest jedną z przyczyn niewiary w Boga, jego troskę, opiekę. Druga przyczyna, jaką wskazuje autorka, to brak sięgania po Słowo Boże (jak mówił św. Hieronim, nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa), a karmienie się... wszystkim innym. To nie znaczy, że nie mamy orientować się w tym, co się dzieje na świecie, ale co się rodzi w sercu podczas czytania czy oglądania określonych treści? Trzeba rozeznawać, wybierać i uważać na swój język!

Maria Vadia, Twój język ma moc!, Rhema, Lublin 2011.

niedziela, 10 maja 2015

Uczeń-misjonarz

Najgorzej opisywać dobrą książkę, kiedy się ją przeczytało trzy tygodnie temu. Na świeżo można by powiedzieć więcej... ale i tak bardzo polecam. To rozważania biblijne, pisane prostym językiem, pokazujące historię życia św. Piotra - tego, który będąc człowiekiem grzesznym stawał się uczniem-misjonarzem, a potem także i pasterzem owiec. To historia o powołaniu, o nieudanym nocnym połowie, o chodzeniu po wodzie (zauważyliście, że wielu mówi o tym, że Piotr zaczął tonąć, a mało kto dostrzega, jaką drogę już przeszedł? Albo to, że kiedy zaczyna tonąć, jest już blisko Jezusa - i, paradoksalnie jego wiara wtedy wzrasta: nie mówi już "Panie, jeśli to Ty jesteś..." ale "Panie, ratuj!"). Jeden z poruszających rozdziałów opisuje rozmowę Jezusa z Piotrem nad brzegiem morza. Egzegeci czasem mówią, że Piotr trzy razy wyznał miłość do Pana, aby zmazać swoje trzykrotne wyparcie. Jose Prado Flores przypomina jednak, że Bóg nie jest kimś, kto wypomina, kto z lubością wytyka komuś jego słabość. Jezus spojrzał na Piotra na dziedzińcu u Piłata i już wtedy mu przebaczył. Dlaczego więc teraz pyta o miłość? Bo chce przypomnieć, że kocha, że Jego miłość się nie kończy. Ta historia staje się dla autora książki przyczynkiem do rozważań o przebaczeniu. Przyznaje, że przebaczyć nie znaczy zapomnieć. Kiedy Jezus przychodzi do Wieczernika po Swoim zmartwychwstaniu, nie ukrywa Swoich ran. Józef Egipski podczas spotkania z braćmi mówi: "Widzicie, zamierzyliście wobec mnie zło, ale Bóg przemienił je w dobro". Przebaczyć więc - według Jose Prado - to uwierzyć, że nawet z tego, co złe, Bóg może wyprowadzić dobro, że to, co boli, może przemienić w rany chwalebne. Dlatego właśnie nie chce, abyśmy człowiek, doświadczywszy krzywdy, zatruwał sobie serce brakiem przebaczenia.
Jezus potwierdził misję Piotra, okazał mu całkowite zaufanie. W dzień Pięćdziesiątnicy podczas płomiennego kazania Księcia Apostołów - jak pamiętamy z Dziejów Apostolskich - nawróciło się około trzech tysięcy dusz...
Jak wzrastała miłość Piotra do Jezusa? Jak uczył się bycia we wspólnocie i jednocześnie bycia jej pasterzem? Jak te dary mogą rozwijać się w każdym z nas? Przeczytajcie.

Jose H. Prado Flores, Szymon Piotr. Uczeń-misjonarz, Wyd. Święty Wojciech, Poznań 2015.

sobota, 28 marca 2015

Módl się i pracuj

Pamiętajcie, że diabeł z lubością wykorzystuje każdą okazję, aby wam wmówić, że wasza modlitwa nie przynosi rezultatów. Szatan chce, abyście myśleli, że Bóg was nie słyszy, a wasze modlitwy trafiają w próżnię. Nie muszę chyba mówić, że to wierutne bzdury. Zachowujcie czujność i bądźcie gotowi zdemaskować wroga. Nie pozwólcie, aby odebrał wam wiarę i potężną oręż modlitwy.
Jeśli więc ktoś ma wrażenie, że choć się modli, to nic się nie zmienia (albo uważa, że Bóg wysłuchuje tylko osób "mocnych duchowo") - zachęcam do lektury. Siostra Anna nie jest zwolenniczką modnej od pewnego czasu "ewangelii sukcesu", która sprowadza się do twierdzenia, że jeśli ktoś pójdzie za Bogiem, to w jego życiu automatycznie pojawią się niezliczone błogosławieństwa, zwłaszcza materialne czy zdrowotne. W życie człowieka wpisany jest krzyż (czy zresztą nie był wpisany w życie Jezusa, Maryi i Józefa?), ale Bóg jest ojcem - lepszym niż ziemscy ojcowie - i "wie, czego nam potrzeba". Siostra podaje przykłady Bożych interwencji, kiedy On sam troszczył się o rozwiązanie tego, co wydawałoby się niemożliwe. Pytanie jednak, jak się modlimy. Święty Jakub w swoim liście zwraca uwagę, że można modlić się źle... kiedy modlitwa nie zbliża do Boga, nie buduje, ale jest tylko "zaspokojeniem własnych żądz" (por. Jk 4,3). Czy rzeczywiście wierzymy w to, że jeśli zatroszczymy się o Królestwo Boże, to wszystko inne będzie nam przydane? (por. Mt 6,33). Jednak aby zająć się sprawami Pana, trzeba najpierw nawiązać z Nim relację. A im bardziej będzie głęboka, tym łatwiej będzie nam troszczyć się o Jego pragnienia i rozumieć Jego wolę. W przepięknym obrazie nieustannie przycinanego winnego krzewu siostra Anna pokazuje, jak często przez różne sytuacje jesteśmy wzywani do nawrócenia... czyli odejścia od grzechu i pokochania Boga na nowo.
Siostra przypomina też o mocy sakramentów, wstawiennictwa świętych, a przede wszystkim poprzez świadectwa zachęca do wytrwałości i zaufania.
Jeśli z jakiejkolwiek przyczyny nie wierzycie, że macie tak kochającego Ojca, Bóg odsłoni się przed wami. Poproście Go, aby objawił wam swe oblicze, a On was wysłucha. Pan pragnie, abyście Go poznali. (...) Wszyscy możemy żyć pełnią życia, i to już od dziś. Będzie to życie oparte na relacji z naszym Ojcem, na żywej i silnej nadziei życia wiecznego. Błogosławieństwa, którymi jest ono poprzetykane - choć wspaniałe - kiedyś przeminą. Ale z Bogiem w sercu nikt nie będzie ubogi. 

s. Ann Shields, Módl się i nigdy nie upadaj na duchu. Moc modlitwy wstawienniczej, eSPe, Kraków 2013.

niedziela, 2 listopada 2014

Uwierzyć na nowo

Czytałam powoli, po rozdziale, po dwóch i jak zwykle zachęcam do delektowania się. Głębokie interpretacje Słowa Bożego - czasem jedna perykopa omawiana z kilku stron, spojrzeń, odnajdywanie nowych, wcześniej w danym Słowie nie zauważonych aspektów. Tematy często już wcześniej poruszane przez autora: wspólnota i miłość braterska (której brak nie tylko nam... na którą nie mieli siły nawet ci wyidealizowani pierwsi chrześcijanie), trudne do przyjęcia i zrozumienia miłosierdzie Boże, słuchanie Boga i zawierzenie wbrew nadziei (z rozdziału o Maryi i Abrahamie: Bóg nie wymaga od ludzi rzeczy niemożliwych. On jedynie obiecuje, że w naszym życiu takie rzeczy mogą się stać), hojność serca (nie chodzi tu tylko o sprawy materialne). A przede wszystkim tradycyjne już u autora przestawienie akcentów: to nie my - mimo naszych starań - jesteśmy w stanie cokolwiek zmienić, zapracować na niebo... to Bóg wobec naszej słabości jest nieustająco wierny: Mamy skłonność do postrzegania chrześcijaństwa jako religii dla herosów, którzy stale dążą do świętości i pracują nad sobą. Ale jest inaczej! Przecież to Bóg jest wierny! To On ciągle otwiera przed nami nowe możliwości i daje łaskę po łasce. Odkryjmy Boga, który działa. Odkryjmy Boga, który prowadzi nas w miejsca, o których sami nawet nie moglibyśmy marzyć.

bp Grzegorz Ryś, Wiara z lewej, prawej i Bożej strony, WAM, Kraków 2014.

sobota, 14 czerwca 2014

Po śladach

Myślałam, że ta książka to konferencje ojca Kozłowskiego, przepisane z płyt (jestem wzrokowcem, słuchanie jakichkolwiek nagrań przychodzi mi z trudem). Okazało się jednak, że w książka połączeniu z nagraniami konferencji stanowi propozycję formacyjną dla wspólnot, a zawiera rozważania biblijne oraz propozycje tematów do dzielenia w grupach. Przygotowana przez świeckich współpracowników ojca, dotyka problemów osób, starających się dochować wierności Bogu w świecie, w codzienności, w pracy, rodzinie, we wspólnocie. Czasami czytając je miałam wrażenie, jakbym cofnęła się w czasie o kilkanaście lat i słuchała konferencji ojca na rekolekcjach ignacjańskich w Wolborzu... czyli zawsze konkretnych, życiowych, powiedzianych z humorem, przypominających, aby szukać tego, co dobre, rozeznawać i dać się przemieniać Duchowi Świętemu.

Śladami Ojca, praca zbiorowa, Wyd. Ośrodek Odnowy w Duchu Świętym, Łódź 2012.

piątek, 6 czerwca 2014

Fundamentem jest miłość

Dobrze jest się zatrzymać na parę dni, wyłączyć inne źródła nadawania (nie tylko internet czy radio) i posłuchać Boga... a On może mówić bardzo dużo, jeśli wreszcie mu na to pozwolimy. Na "zerowy" etap rekolekcji ignacjańskich warto wracać szczególnie dlatego, że może się okazać, że nasz fundament trochę się rozjechał (albo nawet bardzo), a obraz Boga w naszej głowie ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. A taki niezbyt ciekawy stan może się zdarzyć nawet osobom, prowadzącym dłuższy czas jakieś życie duchowe. Na szczęście Bóg jest miłosierny... Tytuł książki do Fundamentu to - wbrew pozorom - nie tylko cytat z dziecięcej piosenki.
Rekolekcje prowadzone przez łódzki ośrodek połączone są z elementami Odnowy charyzmatycznej. Dlatego też oprócz klasycznych rozważań do Fundamentu (czyli miłość i wolność) pojawia się też konferencja o Duchu Świętym i odpowiedzialności za otrzymane dary, a prócz tego modlitwa o uzdrowienie i o wylanie darów Ducha Świętego. Może się to wydawać zaskoczeniem... a jednak to właśnie tam pomaga się wytrwać w milczeniu do końca (co naprawdę owocuje) i nie przytłacza się uczestnika długawymi psychologizującymi (albo filozofującymi) konferencjami. Bóg i Jego Słowo naprawdę mogą wystarczyć, żeby zacząć oddychać pełną piersią.

o. Remigiusz Recław SJ, Bóg kocha mnie takiego, jaki jestem, Wyd. Ośrodek Odnowy w Duchu Świętym, Łódź 2011.


niedziela, 27 kwietnia 2014

Zmartwychwstanie to dopiero początek

Siedzimy sobie we wspólnotowym towarzystwie w Poniedziałek Wielkanocny, zajadamy przysmaki, a koleżanka dzwoni do drzwi i... nikt jej nie słyszy. W końcu telefonuje i ktoś jej otwiera.
Koleżanka: A co wy tak siedzicie zamknięci?
Kolega: Bo my jak ci apostołowie w Wieczerniku, zanim Duch Święty zstąpił.
A co się dzieje, kiedy Duch przychodzi z mocą? Peter Herbeck, z entuzjazmem właściwym Amerykanom, dzieli się świadectwami osób, których życie zostało odmienione przez działanie Ducha Świętego. Cytując św. Pawła, gdzie duch Pański - tam wolność. Daru wolności wewnętrznej doświadczają osoby, przeżywające przeciwności życiowe, więźniowie; rodziny przeżywają uwolnienie od problemów ciągnących się przez pokolenia; ludzie zamknięci w sobie zostają uzdolnieni do misji ewangelizacyjnej. Książka Petera Herbecka to jednak nie tylko zbiór świadectw, ale i konferencje powstałe w oparciu o Słowo Boże i wypowiedzi papieży (m.in. kanonizowanych właśnie dzisiaj Jana Pawła II i Jana XXIII), mówiące o tym, w jaki sposób działa Duch Święty w życiu chrześcijanina.
Od wielu lat mówi się o wiośnie Kościoła, duchowym poruszeniu, otwarciu się wielu osób na spotkanie z żywym Bogiem i dzielenie się Dobrą Nowiną. Peter Herbeck pisze: "Dlaczego następuje to teraz? Ponieważ tego rozpaczliwie potrzebujemy! Pięćdziesiątnica jest jedyną odpowiedzią, jakiej Kościół może udzielić laicyzującemu się światu. Jest ujawnieniem się Ducha w Jego potędze. To Chrystus zmartwychwstały, stojący pośród nas, odmieniający nasze życie. Ten ogień wypali duchową gnuśność i zobojętnienie, które owładnęły znaczną część Kościoła na Zachodzie. Tylko dzięki ogniowi Pięćdziesiątnicy można uzyskać odtrutkę na wyrosłą na naszych oczach, agresywną, międzynarodową kulturę pogańską".
Można więc tylko powtórzyć za - teraz już świętym - Janem XXIII: "Duchu Święty, odnów w naszych czasach Twoje cuda, jakby w powtórnej Pięćdziesiątnicy".

Peter Herbeck, Kiedy Duch przychodzi z mocą, eSPe, Kraków 2013.

środa, 9 kwietnia 2014

Stało się

Stało się Słowo? Więcej - pisze bp Ryś, porównując tłumaczenia biblijne - ono w Janie Chrzcicielu eksplodowało. Podobnie - w Maryi, stając się Jej życiem. I będzie dalej szukać kogoś, w kim się wydarzy. Nie będzie szukać kogoś, kto chce je jedynie studiować.
Opisywana książka to zapis rekolekcji - co prawda adwentowych, a mamy teraz inny okres liturgiczny - ale jako że z powodu choroby nie wychodzę z domu, więc mogę się dokarmiać na wszystkie sposoby. Autor w żywy sposób mówi zarówno o sytuacji grzechu, jak i o zbawieniu, o Bożej obecności, wierności i wynikającej stąd nadziei dla człowieka.

Na koniec jeszcze chciałabym polecić nagrania dwóch rekolekcjonistów, w których w Wielkim Poście Słowo eksplodowało: ks. Michała Olszewskiego  i ks. Radosława Siwińskiego.

bp Grzegorz Ryś, Stało się Słowo, W drodze, Poznań 2012.

sobota, 5 kwietnia 2014

"W zaufaniu bez końca..."

Za dwa miesiące jadę na rekolekcje ignacjańskie do Porszewic i już się na to cieszę. Najlepsze rekolekcje, jakie mogą być. W dzisiejszej notce chciałabym  gorąco polecić książkę związaną właśnie z rekolekcjami ignacjańskimi - tym razem są to rozważania do tzw. syntezy. Otóż po przejściu fundamentu i wszystkich czterech tygodni (podczas których rozważane jest życie Pana Jezusa) osoba chętna może przyjechać na rekolekcje, by rozważyć teksty biblijne, związane z jakimś tematem (w Porszewicach, o ile dobrze pamiętam, były już syntezy o prorokach, św. Pawle, św. Piotrze i właśnie o Maryi).
Jak stawać się uczniem Jezusa, naśladując Matkę Bożą? Inga Pozorska zwraca przede wszystkim na postawę zawierzenia, zaufania (co wcale nie było dla Maryi łatwe... wystarczy chociażby wspomnieć moment zwiastowania, narodzenia Pana, ucieczkę do Egiptu, a przede wszystkim - śmierć Jezusa na Krzyżu). Maryja - jako osoba szczera, radosna, zauważająca potrzeby innych - pociąga do pogłębienia relacji z Bogiem, ale i z drugim człowiekiem. Wreszcie - jest człowiekiem modlitwy i wstawiennictwa. Stąd zresztą tytuł książki: otóż w XVII wieku w małej włoskiej miejscowości, Civita di Bagnoregio, zaczęła osuwać się ziemia. Miasteczku groziła katastrofa. Jednak kiedy mieszkańcy zaczęli wznosić modlitwy za wstawiennictwem Matki Bożej, proces ustąpił. Na pamiątkę tego wydarzenia w miejscowym kościółku zawisł obraz właśnie pod takim wezwaniem - Matki Bożej Uwalniającej.

Inga Pozorska, Matka Boża Uwalniająca, Wyd. Ośrodek Odnowy Życia w Duchu Świętym, Łódź 2013.

środa, 26 marca 2014

Skandal miłosierdzia

Rozważania biblijne bpa Rysia - bardzo głębokie, ale też zawsze bardzo życiowe - polecam nieustająco.
Tym razem autor rozważa pozornie dobrze znane fragmenty z Ewangelii św. Łukasza, dotyczące miłosierdzia - o marnotrawnym synu (a może raczej o dwóch marnotrawnych synach... i miłosiernym ojcu), o miłosiernym Samarytaninie, o dłużniku, o Zacheuszu, o ocaleniu jawnogrzesznicy (niektórzy egzegeci mówią, że fragment pierwotnie należał nie do Ewangelii Janowej, ale właśnie Łukaszowej), o uzdrowieniu trędowatego. Pokazuje, że wierność Boga względem człowieka ma dwa wymiary: hesed (przymierze) oraz rahamim (miłosierdzie). Owo miłosierdzie jest częstokroć zaskakujące, denerwujące, niezgodne z poczuciem sprawiedliwości człowieka. A jednak... czy sami w sytuacjach granicznych nie chcielibyśmy być potraktowani z miłością, która "nie pamięta złego"? "Miłosierdzie [...] jest miłością bez wzajemności, która realizuje się nie tam, gdzie trwa pokój, ale tam, gdzie toczy się wojna, nie pomiędzy przyjaciółmi, ale pomiędzy śmiertelnymi wrogami. Chrystus nas kocha jako swoich wrogów. Nie przez to, ale pomimo tego, że uporczywie brniemy w śmierć, padając ofiarami naszych osobistych zbójców".

bp Grzegorz Ryś, Skandal miłosierdzia, WAM, Kraków 2012.

wtorek, 17 września 2013

Jesteś w dobrych rękach

Pisałam, że ostatni raz czytałam tę książkę jakieś dziesięć lat temu - i tylko trochę się pomyliłam. Nie zawsze jest dobry czas, żeby czytać takie książki. Pamiętam, jak przyjaciele się wtedy nią ekscytowali - a mnie to trochę denerwowało. O pewnych rzeczach, o których pisze ojciec, już wtedy wiedziałam. Na przykład o tym, że Bóg był (i jest) blisko człowieka cierpiącego - ponieważ Jezus przez całe Swoje ludzkie życie doświadczał tego cierpienia, którego i my doświadczamy - opuszczenia, niezrozumienia, samotności, wyśmiania, ubóstwa, braku własnego domu, lęku. Nawet nie mogę powiedzieć, że nie wie, co to jest zwichnięcie stawów biodrowych - bo znawcy mówią, że na Całunie Turyńskim widać, że kiedy krzyżowano Mu nogi, wywichnięto je. A przecież człowiek w cierpieniu niekoniecznie potrzebuje dobrych rad, ale tego, żeby był przy nim ktoś, kto go słucha i rozumie.
Ale teraz uderzyło mnie coś zupełnie innego - pytanie stawiane zresztą w kilku podrozdziałach - kto lub co jest tak naprawdę moim bogiem i jakie dekalogi wyznaję? Ile razy łapiemy się na tym, że bardziej wierzymy ludziom niż Bogu (por. Dz 5,29)? Niektóre dekalogi są pełne manipulacji (słynne "ty zawsze... ty nigdy", "jeśli mnie opuścisz, to...", "bo ty nie doceniasz, co dla ciebie robię...", "nikt nie jest tak pełen poświęcenia jak ja"), inne - odbierają odbierają poczucie wartości i godności ("nic mi się nie uda", "nie mam dla kogo żyć", "ty tak naprawdę nie chcesz, dlatego nic ci się nie udaje", "najważniejsze w życiu to być kimś i czegoś dokonać", "ludzie się ze mną męczą", "musisz mieć sylwetkę, musisz być piękny, bo inaczej nikt na ciebie nie spojrzy", "na pewno stanie się tak jak było", "nie możesz popełniać pomyłek", "nie będziesz samego siebie kochał ani sobie wybaczał", "będziesz obwiniał bliźniego swego jak siebie samego"). Często zamiast wierzyć Słowu Bożemu - wierzymy fałszywym dekalogom, wymyślonym przez nas samych, przez drugiego człowieka albo podrzuconych przez złego. W tym momencie drugi człowiek i zasłużenie sobie na jego miłość, akceptację albo też nasze wewnętrzne pochylenie, niezadowolenie, smutek stają się najważniejsze, stają się... bogiem.
Ojciec Pelanowski, rozważając ewangeliczną opowieść o kobiecie pochylonej przez 18 lat (Łk 13, 10-17), prowadzi czytelnika ku uzdrowieniu wewnętrznemu. Przytaczając wiele przykładów biblijnych wskazuje, jak istotne jest nieustanne rozważanie Słowa Bożego... wręcz przeżuwanie go. Jak się coś długo przeżuwa, to lepiej się trawi, ale ważne jest to, co w naszych ustach jest przeżuwane! Wyszukaj sobie Słowo Boga, choćby jedno, które będzie dla ciebie nowym pokarmem, nowym przykazaniem. (...) Strać słowa ludzkie, a "kup" sobie Słowo Boga. Przypomina, że przed Bogiem można wreszcie zdjąć maskę osoby idealnej, przyznać się do własnej niemocy, bezsilności i... dostać się w dobre ręce. W rękach Jezusa wszystko staje się proste - wyprostowane, a więc łatwe do zniesienia. Nie jest łatwo znosić siebie. Bóg zaś pragnął znieść nas i zanieść nas aż do nieba z radością.

o. Augustyn Pelanowski OSPPE, Wolni od niemocy, Wydawnictwo Pomoc, Częstochowa 2004.

sobota, 14 września 2013

Będziesz Biblię nieustannie czytał...

Gdzieś na strychu u moich rodziców leży bardzo zniszczona książka. Pożółkłe karty, staromodne ryciny. Zaczytywaliśmy się w niej z bratem, to nasza ulubiona lektura z dzieciństwa. Nazywa się "Historia święta" i jest podręcznikiem do religii... właściwie nie wiem, czy wujka, czy dziadka. Brat lubił przypowieści, a mnie, jak typową kobietę, zachwycały relacje: to, że Abraham, Mojżesz czy Eliasz rozmawiali z Bogiem jak z przyjacielem, to, że młody Tobiasz, przeżył niezwykłą przygodę z wraz z archaniołem Rafałem, to, że jego przyszła żona, Sara, była tak szczera przed Bogiem, to, że Józef był w stanie przebaczyć braciom, którzy tak bardzo go skrzywdzili...
Potem przez wiele lat do niej nie sięgałam - a tym bardziej do Pisma Świętego. Pod koniec liceum miałam przyjemność (sic!) przeczytać opracowania biblijne prof. Anny Świderkówny. Próbowałam też zacząć czytać Biblię od początku, ale utknęłam na Księdze Liczb. W tym roku po lipcowych rekolekcjach znów zachciało mi się przeczytać całe Pismo Święte. Codziennie chociaż jeden podrozdział. Przede mną Księga Kronik i wyliczanka, kto był czyim synem... Mam kolegę, który przeczytał cały Stary Testament i dwa razy Nowy, i to w dodatku w tym nowym tłumaczeniu paulistów (to wydanie ma świetne przypisy, ale tłumaczenia nie trawię. Chociaż niektórym ono odpowiada). Oczywiście nie chodzi o jakiekolwiek porównywanie się, ale delektowanie się Słowem, tą przyjaźnią, zachętą do zaufania mimo przeciwności. Pismo Święte pokazuje miłość i wielkość Boga, ale też ludzką słabość, moją słabość. Nieraz zachowuję się jak pewien żołnierz z 2 Księgi Królewskiej, który w obliczu długotrwałej klęski głodu nie mógł uwierzyć, że Bóg może w jednej chwili zmienić tę sytuację. Nieraz jak Eliasz mam po prostu dość i najchętniej schowałabym się w jakiejś dziupli. Nieraz nakręcam się w lęku przed czymś zupełnie jak Abraham (poczytajcie, co robił w Egipcie).
W sumie aż dziwne, że nie zaczęłam pisania bloga od tej książki... a właściwie Księgi. Ale ona jest jedyna w swoim rodzaju.
Roman Brandstaetter tak zapisał testament swojego dziadka: Będziesz Biblię nieustannie czytał (...). Nigdy się z nią nie rozstaniesz. A gdy zestarzejesz się, dojdziesz do przekonania, że wszystkie książki, jakie przeczytałeś w życiu, są tylko nieudolnym komentarzem do tej jedynej Księgi.

niedziela, 30 czerwca 2013

Prawdziwych przyjaciół poznaje się...

Czasem tak jest, że patrzy się na okładkę i coś w niej pociąga, a potem okazuje się, że to bardzo dobra książka. Tak było i tym razem. Rut Moabitka, krewna Boga to zapis konferencji, wygłoszonych przez bpa Grzegorza Rysia podczas XXIII Pieszej Pielgrzymki Krakowskiej. Biskup Ryś, interpretując Księgę Rut, wskazuje, że jest to księga opowiadająca przede wszystkim o wiernej i bezinteresownej miłości.
Taką miłością kocha przede wszystkim Bóg - Ten, który pozwala doświadczyć konsekwencji grzechu, ale i wziąć w obronę słabych, a nawet znieść ustanowione przez siebie prawa, aby nagrodzić dobroć i czystość serca, to On wreszcie potrafi wyprowadzić błogosławieństwo z najtrudniejszych historii życiowych. Bóg jest naszym obrońcą, ponieważ poczuwa się do pokrewieństwa z nami. Robi to z potrzeby serca (...). Nie dlatego nas broni, że ma w tym interes; nie dlatego nas pomści, że na tym zyska; On jest poruszony więzami pokrewieństwa z nami. Musi wziąć nas w obronę, bo jest naszym krewnym. To już nie jest Bóg prawa. To już nie jest tylko Bóg przykazań, Bóg przymierza...
Wierną, bezinteresowną miłością kocha bohaterka Księgi, Rut (jej imię znaczy zresztą "przyjaciółka"). Decyduje się pozostać przy swojej owdowiałej teściowej: Nie nalegaj, abym ciebie zostawiła i dalej za tobą nie szła. Bo gdziekolwiek pójdziesz, ja pójdę, gdziekolwiek będziesz mieszkać, ja będę mieszkać, twój lud będzie moim ludem i twój Bóg będzie moim Bogiem. Gdzie ty umrzesz, tam i ja umrę i tam będę pogrzebana. Niechaj mnie Pan dotknie i jeszcze doda, jeżeli nie śmierć tylko rozłączy mnie z tobą. Tak naprawdę wie dobrze, że Izraelici są wrogo nastawieni do Moabitów, że przyszłość dwóch samotnych kobiet w tamtych czasach rysuje się w czarnych barwach, że mogłaby - tak jak radzi jej Noemi - wrócić do swojej rodziny. Ale - jak to powie później św. Jan Ewangelista - prawdziwa miłość usuwa lęk.
Czystą i bezinteresowną miłością potrafi kochać także Booz. To on rozumie, że przykazania nie zostały ustanowione dla samych przykazań, ale dla obrony najsłabszych (dlatego widząc ubogą Rut, zbierającą kłosy za żniwiarzami, uczula swoje sługi, aby jej nie odganiali, a nawet dyskretnie podrzucali jej lepsze kłosy - bo prawo mówiło, aby w trakcie żniw nie zbierać wszystkiego do ostatka właśnie ze względu na tych, którzy nic nie mają). To on jest gotów przyjąć  na siebie wypełnienie obowiązku lewiratu, czyli wykupu ubogich krewnych - mimo że, jak zwraca mu uwagę jeden z kuzynów, nic na tym nie zyska, a wręcz straci.
Rut i Booz to pradziadkowie króla Dawida. Czy może dziwić, że stał się on tak wielkim przyjacielem Boga, skoro czystej i bezinteresownej miłości uczył się na ich kolanach?

bp Grzegorz Ryś, Rut Moabitka, krewna Boga, eSPe, Kraków 2013.

niedziela, 5 maja 2013

U siebie

Na majówkę wyjechałam do grodu nad Motławą. Niestety, ktoś tam zepsuł klimatyzację i naprawił dopiero w dniu mojego wyjazdu :). Tak więc nad morzem piękne słońce, a mnie już tam nie ma i nie wiem, kiedy znów zawitam. Pewnego dnia poszłam coś zjeść do jakiegoś lokalu na starówce (nie, to nie był McDonalds). Nie wiem, co zrobiono tym dziewczynom i nie wiem, ile godzin już pracowały, że nawet nie miały siły uśmiechać się do klientów. Obsługa jak w komedii Barei... tylko że dla tych potwornie zapracowanych kobiet to nie był film. Dlatego tak ogromnym kontrastem była dla mnie wieczorna msza święta. Na tej samej starówce - azyl dla zabieganych (z boku kościoła strzałka do kaplicy adoracji). Miejsce uwielbienia w sercu miasta. Tutaj się nikt nie spieszy, wszystko ma swój czas. Tu jesteś u siebie. Im starszy kościół, tym bardziej czuję, że jestem u siebie. Kiedyś z koleżanką w jednym z warszawskich kościołów rozpoznawałyśmy namalowanych świętych: "Barbara... Antoni... Albert... Staś... yyy... to Anielka czy Karolinka?" - jak stare ciotki nad rodzinnymi fotografiami!
W domu najlepiej to opowieść dwojga małżonków - pochodzących z Kościołów ewangelickich - o odkrywaniu swojego miejsca w Kościele katolickim. Każde z nich ma swoją drogę. Scott - fascynat dyskusji teologicznych, miłośnik Pisma Świętego - dochodzi do pewnych prawd na drodze rozumowej. Droga jego żony jest bardziej dramatyczna, połączona z wewnętrzną walką. Co jednak istotne, Kimberly jest kobietą o czystym sercu, nie udaje niczego przed Bogiem, chce pełnić Jego wolę. Oboje dają Mu się poprowadzić - drogą może niełatwą, ale, jak sami piszą, ostatecznie prowadzącą do wewnętrznego pokoju - Jak dobrze jest znaleźć dom w Kościele katolickim! Jak wielką łaską jest zastanawiać się nad swoim życiem i dzielić się drogą, którą Pan prowadzi nas do siebie i do swego Kościoła.

Scott i Kimberly Hahn, W domu najlepiej. Nasza droga do Kościoła katolickiego, Promic, Warszawa 2009.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Męczeństwo św. Stefana i inne bajki

Wygrzebałam tę książkę w moich starociach. Pamiętałam tylko, że to beletryzowana powieść o Dziejach Apostolskich, coś jak Szata czy Wielki Rybak (chociaż gdzie im tam do naszego Quo vadis). Chyba nawet w szkole średniej mi się podobała. Ale to było już dawno, dawno temu...
Za wyrażenie "męczeństwo św. Stefana" (i konsekwentne nazywanie pierwszego męczennika Stefanem) sama jestem gotowa zamęczyć. Korektora.
Autora natomiast chyba za bardzo poniosła wyobraźnia. Na przykład w Dziejach Apostolskich jest opisana historia, jak to apostołowie zostali uwięzieni przez faryzeuszy, ale w nocy anioł otworzył bramy więzienia i nakazał im głosić Ewangelię (por. Dz 5, 17-20). Autor książki zmienia lekko fabułę, pisząc, że apostołów uwolnili przyjaciele. Cóż, jego licentia poetica, nie takie rzeczy robili autorzy filmów o świętych... ale doprowadza to do sytuacji, w której powieściowy św. Piotr kłamie, mówiąc, że wypuścił ich anioł. Kilka wersetów wcześniej w Dziejach Apostolskich Piotr upomina za kłamstwo Ananiasza i Safirę (por. Dz 5,1-10). Po co tutaj miałby kłamać? I czy rzeczywiście Duch Święty posługiwałby się kłamstwem?
Pojawia się oczywiście wątek miłości św. Marka do Marii z Betanii i matki Tymoteusza, Euniki, do św. Pawła. Na szczęście nie jest nadmiernie rozwijany...
Najlepszy kwiatek na koniec. Autor nie ukrywa, że tworząc swoją beletryzowaną opowieść o Dziejach Apostolskich, korzystał także z apokryfów (Dzieje nie przedstawiają do końca działalności wszystkich apostołów). Pisząc więc o losach św. Tomasza, nadmienia, że skoro ów posługiwał w Indiach, to z pewnością (...) w nauczaniu Buddy (...) rozpoznał posłanie Syna Bożego. Wiemy z Ewangelii, że Tomasz był człowiekiem gorliwym, chciał umrzeć za Chrystusa. Bóg dopuścił jego zwątpienie, aby dotknął ciała przemienionego, zmartwychwstałego i z tym doświadczeniem (a więc nie tylko wiarą) mógł iść dalej, także tam, gdzie wierzy się w wędrówkę dusz. Jak pisał papież Grzegorz Wielki, więcej pomaga naszej wierze niewiara Tomasza niż wiara apostołów. Owszem, może się zdarzyć, że samotny człowiek wobec naporu przeciwności zaprze się wiary - ale nie mieliśmy z tym do czynienia w przypadku tego świętego.
Podsumowując - jeśli ktoś chciałby w okresie wielkanocnym poczytać coś lekkiego o pierwszych chrześcijanach - tę książkę zdecydowanie odradzam.

Felix Heidenberger, Raj jest waszym przeznaczeniem, Interart, Warszawa 1996.

piątek, 29 marca 2013

Czas przebaczenia

Zaczyna się Triduum... wypadałoby wreszcie zakończyć sprzątanie i skupić się na czymś innym, prawda? Gdyby ktoś zamierzał w piątek albo w sobotę sięgnąć do lektury duchowej, to chciałabym jeszcze coś polecić.
Tym razem o. Józef Witko podejmuje temat przebaczenia. Pokazuje, że choć nie jest ono łatwe, że wiąże się z walką - przynosi jednak określone dobro. Przebaczenie nie wiąże się z udawaniem - stłumione uczucia mogą nawet po wielu latach wybuchnąć ze zdwojoną siłą - jak wydarzyło się choćby biblijnemu Józefowi, sprzedanemu przez braci w niewolę. W jego historii widać, że łatwiej jest przebaczyć, jeśli widzi się u drugiej strony wolę zmiany. Ale co, jeśli ktoś, kto nas w jakiś sposób rani, nie zmienia się, nie wykazuje skruchy? Tu autor przedstawia historię relacji Dawida i Saula. Mimo doświadczania zawiści ze strony króla, a w końcu i zagrożenia życia, Dawid jest nieustannie gotów przebaczać. Patrzy głębiej - podobnie jak wtedy, kiedy szedł, aby walczyć z Goliatem - nie zapomina, że nad tą całą trudną sytuacją jest Bóg. I to właśnie On jest tym, który może do przebaczenia uzdolnić. Dlatego też autor oprócz przedstawienia drogi przebaczenia z perspektywy psychologicznej czy biblijnej zamieszcza też modlitwę przebaczenia, dotykającą wielu sfer życia ludzkiego.
Część książki zawiera świadectwa z mszy o uzdrowienie, sprawowanych przez ojca. Tym razem poruszyły mnie  w nich nie jakieś spektakularne wydarzenia, ale to, że te msze miały miejsce w małych miejscowościach... Bircza, Trepcza, Brzeziny, Jarosław... Często biegamy za czymś wielkim, a Bóg przychodzi w tym, co małe. Przypomniała mi się też inicjatywa modlitwy za miasto. Ostatnio przejeżdżałam przez pewną miejscowość na północy Polski i byłam zdziwiona tym, że jest taka ładna. A wiecie, jak potrafią wyglądać nasze blokowiska w dwadzieścia parę lat po upadku komunizmu... Rozmawiałam potem na ten temat z kolegą z tamtych okolic. Moje zachwyty skwitował następująco: "Wiesz, klaryski tam mają całodobową adorację... nawet przez internet się można połączyć". No tak, jak zawsze - modlitwa zmienia postać rzeczy.

o. Józef Witko OFM, Uzdrawiająca moc przebaczenia, Esprit, Kraków 2012.