Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świadectwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świadectwo. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 sierpnia 2016

Ewangelizować, ale jak?

Ksiądz Krzysztof Kralka, pallotyn, jest związany ze Szkołą Nowej Ewangelizacji, ale jako "starej odnowowiczce" czytało mi się wywiad z nim bardzo dobrze. Może dlatego, że temat ewangelizacji jest bliski także naszej wspólnocie i właściwie według mnie to o tym była ta książka. Pewnie ze względu na bogactwo wątków trudno było nadać tytuł, z drugiej jednak strony rzeczywiście - dobrze poprowadzona ewangelizacja to szansa na przyprowadzenie z powrotem do Chrystusa (a więc na uzdrowienie serca) osób będących gdzieś na obrzeżach, przechodzących kryzysy, choć może nawet wykonujących pobożne gesty, ale nie wchodzących z Bogiem w żadną relację. Tak przecież wyglądał jego własny kryzys - ministranta, chłopaka z oazy, który w pewnym momencie stał się gorliwym antyklerykałem. Pan Bóg ma na szczęście swoje sposoby (szczegóły świadectwa w książce - dziwnie przypomina ono historię o. Honorata Koźmińskiego...).
Ksiądz Krzysztof zwraca uwagę na stałą formację we wspólnocie oraz na pewną strategię ewangelizacji. Nie kłóci się to ze słuchaniem Ducha Świętego, wręcz przeciwnie, dokładnie to zakłada. Samo przeprowadzenie akcji ewangelizacyjnej (rozdawanie ulotek, pośpiewanie na rynku itp.) to za mało - nie można pozostawić samym sobie ludzi, których serca zostały poruszone. Dokąd mają pójść? Bycie we wspólnocie według autora nie powinno być czymś ekskluzywnym, ale normalnym. Pisze też o dojrzewaniu wspólnoty i życia modlitewnego jej członków, prowadzonych zwykle od emocji ku większej ciszy i kontemplacji (ks. Krzysztof jest z Lublina, więc nie mógł wiedzieć, że sprawdziło się to nawet na wieczorach chwały, prowadzonych co miesiąc w ramach przygotowań do ŚDM-u w moim mieście na północy kraju. Pierwsze z nich łączyły w sobie modlitwę, pantomimę, koncerty, jednak im bliżej Dni Młodzieży, tym bardziej wieczory wyglądały bardzo prosto: adoracja + kontemplacja, młodzi blisko Jezusa). Autor opowiada także o wieczorach chwały prowadzonych przez jego wspólnotę, posłudze charyzmatycznej i - z wielką miłością - o wyzwaniach, które stoją przed współczesnym Kościołem.
Polecam - choć czyta się zdecydowanie zbyt szybko :)

ks. Krzysztof Kralka SAC, Uzdrawianie ludzkich serc, eSPe, Kraków 2016.

niedziela, 20 marca 2016

Przyjaciel

W ostatnim czasie szperam w poszukiwaniu cudów za wstawiennictwem świętych - ale wiecie, jak jest:
Wiele Ty uczyniłeś
swych cudów, Panie, Boże mój,
a w zamiarach Twoich wobec nas
nikt Ci nie dorówna.
I gdybym chciał je wyrazić i opowiedzieć,
będzie ich więcej niżby można zliczyć
(Ps 40,6).
Cuda za wstawiennictwem św. Urszuli Ledóchowskiej - tej "siostry o serdecznym spojrzeniu" - to zarówno uzdrowienia ze skomplikowanych chorób, z którymi medycyna nie dawała sobie rady, to uratowanie życia chłopca porażonego prądem, to osłona podczas okupacji - jak i małe drobiazgi Bożej opatrzności. Małżonkowie, dorabiający do skromnego budżetu zebranymi grzybami - znaleźli je; ubogie dzieci ze świetlicy mogły w wigilię Bożego Narodzenia obdarować inne rodziny chlebem, ciastem, a nawet... choinką; studenci zdali egzaminy; pożar, który wybuchł w mieszkaniu dwóch staruszek, został szybko ugaszony (więcej, nie pozostało po nim nawet śladu); kościół, który zaczęto budować jeszcze w czasach komuny, został szybko postawiony i, o dziwo, uniknął pożaru (co nie ominęło, niestety, ani świątyni po drugiej stronie miasta, ani w sąsiedniej miejscowości); rozbite małżeństwa wróciły do siebie. Spojrzenie "starszej pani na fotografii" poruszyło też serce pewnego gestapowca.
Matka Urszula wyjaśniłaby to pewnie bardzo prosto: święty to przyjaciel, pocieszyciel, to brat kochający. Odczuwa nasze biedy, troski, modli się za nas, pragnie dobra naszego i szczęścia.

Cuda św. Urszuli Ledóchowskiej, praca zbiorowa, Promic, Warszawa 2015

piątek, 23 października 2015

Same dobre wiadomości

Niektórzy lubią artykuły Marcina Jakimowicza w "Gościu Niedzielnym", inni reagują na nie wysypką. Ale ten zbiór felietonów polecam nawet tym nielubiącym. To nie jest książka o Marcinie J. To jest książka o Bogu, który jest  żywy, któremu można zaufać (szczególnie w kryzysie), który szuka grzesznika (a w końcu lepiej być grzecznym i uradowanym czy grzesznym i uratowanym?), do którego chce się wołać. To książka o uwielbieniu mimo wszystko, "drewnianymi wargami" (i o owocach takiej przekornej modlitwy). O zawierzeniu w ciemno opowiadają m.in. członkowie wspólnot, które najpierw z zacięciem głosiły to, że Bóg uzdrawia, a potem... same zostały posłane do posługi uzdrowienia. Czekamy z pasją na to, co zechce z nami czynić, i czujemy, że będzie działał przez znaki i cuda. Mamy doświadczenie głoszenia w ciemno, bez oglądania jakichkolwiek owoców tego, że Bóg uzdrawia. (...) Stojąc w mroku, jeszcze bardziej czekamy, wołamy, tęsknimy za Bożym dotykiem. Gdy powiedzieliśmy sobie: nie rezygnujemy, przyszły "małe" uzdrowienia ludzi ze wspólnoty. Wewnętrzne i zewnętrzne. To także książka o Bogu, który sam przebacza, ale i uzdalnia do przebaczenia, kiedy człowiek nie ma na to siły (wstrząsające przykłady z Rwandy). Oraz o żywym Kościele, który mimo słabości chce głosić Tego, którego doświadczył: Czy na widok pustoszejących kościołów na Zachodzie nie nachodzi czasem księdza smutna refleksja, że przegrywamy? Że Zły jest naprawdę "Księciem tego świata" i drwi z bezbronnego Boga - pytam (...) egzorcystę ks. Leszka Misiarczyka. - Nie. Absolutnie nie mam świadomości przegranej. Skoro Bóg dopuszcza taką sytuację, to znaczy, że w konsekwencji widzi w tym jakieś dobro. Nawrócenie tych, którzy odbiją się od dna. Człowieka po egzorcyzmie naprawdę nie trzeba przekonywać, by chodził na msze. On pobiegnie na nią w podskokach! "Gdzie wzmógł się grzech" i tak dalej... To, co się dzieje dziś w Kościele, jest szansą na wielką ewangelizację. Mówię kolegom księżom: Słuchajcie, my żyjemy w epoce, o której mówił prorok Joel. W czasach wielkiego wylania Ducha! Kapłan wyciąga ręce i jak na pstryknięcie zstępuje Duch!Jedyny warunek: żeby tylko temu księdzu się chciało! Jeśli dwunastu apostołów nawróciło pełen demonów świat rzymski, to co mogą zdziałać tysiące kapłanów! Moc Jezusa zwycięży, nie mam wątpliwości. Widzę, jak przeciwnik się czołga...
To książka o tym, że jest nadzieja...

Marcin Jakimowicz, Pan Bóg? Uwielbiam! 44 dobre wiadomości, Wyd. Znak, Kraków 2015

niedziela, 4 października 2015

Na zdrowie

Msze święte z modlitwą o uzdrowienie odbywają się w łódzkim kościele oo. jezuitów od 1992 r.. Podobnie jak w innych miastach (a czasami nawet wioseczkach, np. tu), ściągają na nie tłumy. Perspektywa uzdrowienia, wolności wewnętrznej, pokoju wewnętrznego, radości...
Homilie zebrane w książce mówią o o człowieku, który nie potrafi kochać ani innych, ani - tym bardziej - siebie, trwa w lękach, paraliżu wewnętrznym. Mówią jednak także o Bogu, który wchodzi w ludzką ciemność, sytuacje beznadziejne, choroby.Który kocha bezwarunkowo i do końca. Do każdej homilii dołączona jest modlitwa i świadectwo.
"Jeśli czujemy się niezdolni, by kochać tak, jak Jezus - On chce w nas to uzdrowić i dać łaskę przebaczenia. On jest miłością, która się uniża i która nie ma końca. Co więcej, Jezus nie czeka, aż my pierwsi się uniżymy, ale to On jako pierwszy uniża się przed nami i w ten sposób pokazuje nam drogę do miłości i ocalenia".

o. Remigiusz Recław SJ, Jezus uzdrawia w Eucharystii, Wyd. Ośrodek Odnowy w Duchu Świętym, Łódź 2015.

piątek, 25 września 2015

Małe stopy i wielka miłość

Zaczęło się od tego, że Thais powłóczyła nóżką. Wydawało się, że to drobny defekt, który u dziecka łatwo da się poprawić ćwiczeniami. Tymczasem w dniu jej drugich urodzin okazało się, że choruje na nieuleczalną chorobę - leukodystrofię metachromatyczną. Co to oznacza? Powolne zanikanie funkcji nerwowych - motoryki, zmysłów - połączone z bólem, sztywnieniem ciała, doprowadzające do śmierci w ciągu 2-5 lat. Autorka opisuje powolne odchodzenie córeczki - to, jak powoli traci władzę w nogach, w rękach, mowę, wzrok, słuch... Dodatkowo okazuje się, że ich druga córeczka (i trzecie dziecko), o której życie toczy się walka od samych narodzin - choruje na tę samą chorobę.
A jednak to nie tylko opowieść o trudnym do zrozumienia cierpieniu czy tylko "o sile rodzicielskiej miłości". To także opowieść o miłości małżeńskiej, która przezwycięża kryzys. O miłości rodziny (dziadków, kuzynostwa). O miłości osób z zewnątrz (pielęgniarzy, wolontariuszy). O miłości między rodzeństwem. O mądrej miłości zarówno wobec chorych dzieci, jak i zdrowego dziecka.
Wreszcie - to opowieść o miłości, którą może dawać nawet ten, kto pozornie nie może nic dać.
Kiedy pada diagnoza o chorobie małej Thais, matka obiecuje jej, że te lata lata życia, które jej zostaną, będą wypełnione miłością. Ale tuż przed jej śmiercią widzi jeszcze coś:
"Tej nocy mam odwagę powiedzieć: życie Thais jest skarbem. Koncentratem miłości, którą Thais rozsiewa hojnie wokół siebie. Ileż osób, które przyszły do niej z wizytą - z solidarności, ze współczucia, z miłości; zresztą mniejsza o powód - przeżyło to bardzo głęboko, było wręcz wstrząśnięte! Nie w tym rzecz, że doznały szoku, jakby pod wpływem zbyt nagłych przeżyć. Te osoby nie były przybite, zdruzgotane. Nie. Były wstrząśnięte, bo doświadczyły czegoś zupełnie innego - czegoś, co emanowało od Thais mimo jej bólu i cierpienia. Te osoby zostały zarażone o wiele bardziej zakaźną chorobą...".
Film o historii Thais jest też dostępny tutaj.

Anne-Dauphine Julliand, Ślady małych stóp na piasku, Wyd. Św. Wojciech, Poznań 2014.

środa, 29 lipca 2015

Po coś

Czy kobieta, która nie jest żoną, matką, siostrą zakonną, dziewicą konsekrowaną - to jakieś UFO? Czy dla kobiet samotnych jest jeszcze miejsce w Kościele? Magdalena Plucner przekonuje, że tak, co więcej, jest dla nich zarezerwowane miejsce szczególne - Serce Boga. Dzieląc się świadectwem poszukiwania własnej tożsamości, autorka zaznacza, jak istotne jest odrzucenie kłamstw, które przez lata nam wmawiano i przyjęcie Bożego błogosławieństwa. Zachęca, aby przyjąć dobro, które już się wydarzyło w naszym życiu, zastanowić się, po co żyjemy, co robimy z darem czasu, talentów, przyjaciół. Wreszcie - oddać życie w ręce Boga. Nie dlatego, że ma On jakąś manię kontrolowania człowieka, tylko dlatego, że jest troskliwy.

Czasami właśnie tak postępujemy. Nie żyjemy tak, jak Bóg chce, ani jak sami chcemy, tylko tak JAK WYJDZIE. I możemy ocknąć się, mając osiemdziesiąt lat, z pytaniem: "Gdzie podziało się moje życie?". Czasami właśnie w wieku czterdziestu lat niektórym z nas wyrywa się z serca krzyk: "Przecież to nie jest moje życie, ja nie chcę tak żyć!". A kto o tym decyduje? Kto ma prawo decydować? Ja nie chcę być jak kra na wodzie, która płynie tam, gdzie woda zdecyduje. Chcę podejmować najważniejsze i najbardziej błahe decyzje mojego życia z Tym, który się na życiu zna najlepiej, bo mnie stworzył. 

Magdalena Plucner, Umiłowana, czyli kobieta z klasą, Wyd. Pomoc, Częstochowa 2015.

środa, 8 lipca 2015

Rekolekcje z osiołkami

Bardzo lubię ich słuchać i cieszę się, że wreszcie można poczytać. Na rekolekcjach sypią żartami jak z rękawa, śmieją się z siebie nawzajem, nazywając się osiołkami, ale przede wszystkim chcą zarazić radością spotkania z Chrystusem. Twoje słowo jest lampą to wybór homilii, które ojcowie wygłosili podczas kilkunastu lat istnienia wspólnoty Przymierze Miłosierdzia". Przekonują, że tylko Bóg może wypełnić tęsknotę ludzkiego serca. A wiedzą, o czym mówią, bo pracują z ludźmi, którzy dotkliwie odczuwają samotność, cierpienie, zło - z dziećmi ulicy, narkomanami, bezdomnymi, prostytutkami. Ta posługa nie jest łatwa, wiąże się z dobrowolnie wybranym ubóstwem i zaufaniem opatrzności Bożej (kiedyś jeden z ubogich, zaproszony przez członków wspólnoty, aby dołączył do ich posiłku, sam się zdziwił, że mają tak niewiele, a chcą się dzielić), niejednokrotnie wiąże się też z zagrożeniem życia (czego doświadczył Nivaldo, jeden z pierwszych misjonarzy w Przymierzu Miłosierdzia. Sam wyciągnięty z tarapatów, wyszedł nocą, aby odnaleźć dziecko ulicy - choć mu odradzano, ze względu na niebezpieczeństwo - i zginął w wypadku). A jednak - jak przypominają ojcowie - moc Zmartwychwstałego może rozjaśnić każdą najtrudniejszą sytuację. Ile razy biedni i porzuceni bracia mówili nam: "Myśleliśmy, że Bóg o nas zapomniał, , ale kiedy wy przyszliście, widzieliśmy i doświadczyliśmy, że Bóg nas kocha! Ta miłość nas wskrzesiła!".
Ojcowie piszą też o miłości, która we wspólnocie czy w rodzinie wcale nie należy do najłatwiejszych zadań... a jednak to ona nadaje życiu smak, nawet w małych rzeczach. W utrzymaniu jej ogromną pomocą jest codziennie czytane i rozważane Słowo Boże. Wśród wielu przykładów przytaczają też zabawną historię o dwóch złodziejach (których kiedyś wspólnota usiłowała resocjalizować, ale... uciekli), którzy przed dokonaniem kradzieży postanowili zajrzeć jeszcze do Słowa Życia. I co przeczytali? Kto dotąd kradł, niech już przestanie kraść, lecz raczej niech pracuje uczciwie własnymi rękami, by miał z czego udzielać potrzebującemu (Ef 4,28). Lepszej odpowiedzi nie mogli znaleźć! Zrezygnowali więc z rabunku i postanowili wrócić do wspólnoty.
Autorzy zwracają uwagę na powszechne powołanie do ewangelizacji. Prawdziwym skarbem nie są dobra materialne, ale służba, wydanie siebie. Przypominają za papieżem Benedyktem, że ten, kto pójdzie za Jezusem, niczego nie straci, ale otrzyma stokroć więcej.

o. Antonello Cadeddu, o. Henrique Porcu, Twoje Słowo jest lampą dla moich stóp, Esprit, Kraków 2015

sobota, 11 kwietnia 2015

Gdzie jest dynamit?

Moi przyjaciele słuchali ostatnio audycji, w której wypowiadały się osoby z różnych wspólnot i byli trochę zdegustowani wypowiedzią osoby z jakiejś grupy charyzmatycznej. Z gorliwością neofity ustawiła się ona na pozycji atakującej, oświadczyła, że jej wspólnota jest uznawana za kontrowersyjną... a przecież zupełnie nie o to chodzi! I z pewnością nie o to chodziło Duchowi Świętemu, kiedy w 1967 roku na małych dniach skupienia w miejscowości Duquesne dał doświadczyć grupie studentów, że jest Bogiem żywym, że sakramenty nie są przedstawieniem teatralnym... że On sam jest jak dynamit, o który prosił jeden z uczestników rekolekcji.
Tym uczestnikiem był właśnie David Mangan, piszący swą książkę z perspektywy osoby dojrzałej, która mimo różnych trudności życiowych nie zatraciła radości pierwszego spotkania z Bogiem. Do tej relacji też zachęca. To nie charyzmaty mają być najważniejsze w Odnowie charyzmatycznej. Pamiętam, że jednym z pierwszych przypadków, kiedy na własne oczy i uszy doświadczyłem daru prorokowania, był moment, gdy Pan nas delikatnie napomniał. Podczas modlitwy ktoś wypowiedział proroctwo, składające się tylko z dwóch słów: "Chwalcie Chrystusa". Słysząc to, wszyscy zdaliśmy sobie sprawę, że obraliśmy zły cel. Musieliśmy go zmienić. Jakież to ironiczne, że Pan musiał skorzystać z duchowego daru, aby nas naprowadzić na właściwe podejście do darów duchowych. Bóg w swojej wspaniałej dobroci pokazał nam nasze błędy i pomógł nam zobaczyć, że to On jest prawdziwym skarbem. Ten, kto odnalazł ten skarb, nie może się nim nie dzielić (choć czasem nie będą to słowa, ale "tylko" drobne gesty, jak przytulenie matki, która nie była do takich zachowań przyzwyczajona). Doświadczenie Boga żyjącego nie jest zarezerwowane tylko dla wąskiej grupy "charyzmatyków" ani dla osób, sprawiających wrażenie szczególnie uduchowionych (autor w jednym z rozdziałów rozprawia się zresztą z powiedzeniem "Pan mi powiedział", wskazując, że Bóg może przemawiać do człowieka na różne sposoby i niekoniecznie będzie to głos wewnętrzny) - otwarte na miłość Bożą są szczególnie dzieci, bo niczego nie komplikują. Chrześcijaństwo - wbrew pozorom - ma być bowiem proste. A miłość, której się doświadcza, przynagla do działania. Zastanów się, co Bóg chce ci powiedzieć poprzez każdą sytuację, w której się znajdujesz. Następnie zapytaj Boga, w jaki sposób możesz z Nim skutecznie współpracować. Kiedy już będziesz to wiedzieć, działaj zgodnie z tym planem. Wtedy osiągniesz sukces według Boskich standardów. Jeśli nie jesteś w stanie zrozumieć tego, co Bóg chce ci podpowiedzieć, pamiętaj, że On darzy wszystkich nieskończoną miłością. Zapytaj Go, w jaki sposób możesz najlepiej kochać najbliższych, a potem wciel to w życie.

David Mangan, Bóg cię kocha i nic nie możesz na to poradzić, eSPe, Kraków 2013.

niedziela, 22 marca 2015

Ocalony

Świadectwo Andrzeja Sowy słyszałam parę lat temu, ale cieszę się, że pojawiło się w wersji książkowej - łatwiej wrócić. A polecam bardzo! Wciąga tak, że czyta się po nocach. Niezwykła historia ocalenia, całkowite uzdrowienie po 11 latach narkomanii, ale też głębokie, postępujące w czasie uzdrowienie wewnętrzne. Dzisiaj jej bohater to szczęśliwy mąż, troskliwy ojciec, terapeuta uzależnień (w książce podaje dobitne przykłady tego, do czego prowadzi eksperymentowanie z substancjami chemicznymi), ale także człowiek wielkiej wiary, zaangażowany w Kościele. Autor pokazuje, że dla Boga nie ma nikogo straconego, a najbliżsi mu są właśnie ci najbardziej poranieni.
Trochę poetycko mówiąc... rozradowałam się, że Bóg jest wierny Swoim obietnicom (jakie to były obietnice dla Andrzeja - przeczytajcie), ale też że Kościół ma tak wiele narzędzi, aby wyjść do człowieka zagubionego, pokazać mu Chrystusa, poprowadzić ku uzdrowieniu; aby w cierpieniu nie zatracił nadziei. Dzisiaj ze wspólnotą byliśmy w maleńkiej, wiejskiej parafii (piękny, XIII wieczny kościółek, zimny, ale przytulny, garstka parafian na mszy świętej). Dla kogo nasza posługa będzie znakiem? Komu świadectwo naszej koleżanki dodało odwagi, nadziei? Kto po latach będzie odwoływać się do tego wydarzenia? Nie wiemy tego, ale wiemy, że Bóg szuka człowieka - kimkolwiek jest, w jakiejkolwiek sytuacji się znajduje.

Andrzej Sowa, Ocalony. Ćpunk w Kościele, Znak, Kraków 2015.

sobota, 21 marca 2015

Dzięki Bogu

Znajomi kilka lat temu przeprowadzili się do Koszalina, a że byli to starzy oazowicze, więc tęskno wzdychali: "Panie, jak my sobie damy radę na tej pustyni?". Dowiedzieli się jednak, że do tegoż miasta został przeniesiony ks. Jarosiewicz i stwierdzili: "Boże, dzięki ci!". Nie wszyscy za nim przepadają, ale mnie osobiście kiedyś ujął swoją postawą. Duże rekolekcje charyzmatyczne, 2000 uczestników, organizatorzy to właśnie ks. Rafał i jego wspólnota. Ksiądz Bashobora głosi konferencję - a ks. Jarosiewicz spowiada. Koniec konferencji - wpada na scenę, daje kilka ogłoszeń - i wraca do konfesjonału. Prawie cały dzień przesiedział, spowiadając... W wywiadzie opowiada między innymi o całonocnej spowiedzi w poprawczaku, w samochodzie, o ewangelizacji w supermarketach, posłudze charyzmatami - bo też ma 1000 pomysłów na minutę. A jednocześnie to człowiek głębokiej pokory (w wywiadzie dość często powtarza słowa: "Ja się mogę mylić... ale ksiądz biskup mnie poprawi, wspólnota mnie poprawi"), uczący się rozeznawać, ufać Bogu i uwielbiać Go mimo wszystko - i bardzo szczęśliwy w swoim powołaniu.

ks. Rafał Jarosiewicz, Z góry dziękuję!, Pomoc, Częstochowa 2014

czwartek, 26 lutego 2015

Odwróć oczy!

Nie przeczytałam w całości. Przejrzałam za to, i to dość dużo, będąc u koleżanki, bo miałam się zająć jej córcią, ale dziewczątko słodko zasnęło. Wiem, że nie przeczytam, bo nie trawię naiwnego stylu amerykańskich poradników... ale jeśli komuś to nie przeszkadza, to zachęcam. Dlaczego? Dlatego, że uwielbienie uwalnia serce, daje wolność wewnętrzną mimo niesprzyjających warunków, trudności, choroby. Odwraca oczy od tego, czego nam brak, ku temu, co mamy (i Temu, kogo mamy). Daje nadzieję na zmianę, bo jest Ktoś, na kim można się oprzeć. Jest orężem w walce duchowej. I nawet jeśli hasło "Bóg ma dla ciebie wspaniały plan" doprowadza nas do białej gorączki (bo co tak naprawdę to oznacza?), to pozwólmy sobie na bycie dziećmi i uwielbiajmy Go. Jeśli do tego, aby w trudnościach patrzeć na Boga, zachęcają zarówno święci katoliccy, jak i autorzy protestanccy... to przecież coś w tym musi być :)

Merlin R. Carothers, Moc uwielbienia, Pomoc, Częstochowa 2014.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Nie tylko dla orłów

Nie tylko dla orłów i nie tylko dla charyzmatyków. Przede wszystkim dla tych, którzy chcą się modlić, chcą rozmawiać z Bogiem w codzienności. Autor dzieli się nie tylko osobistym świadectwem (na przykład o tym, jak rozwiewały się jego wątpliwości dotyczące różnych form modlitwy), ale i poprzez doświadczenie takich świętych, jak Teresa z Avila, Jan od Krzyża czy papież Jan Paweł II potwierdza, że bliska więź z Bogiem jest dostępna dla każdego.
Podstawą jest zawiązanie relacji z Bogiem, ale już tu Pan wychodzi człowiekowi naprzeciw, pokazując przeszkody, jakie przed Nim stawiamy i chcąc je usuwać. Te mury to często nie tylko grzech, ale i wiara nazbyt intelektualna lub też niewiedza co do spraw wiary, fałszywe poczucie winy, lęk, że Bóg coś nam zabierze, brak szczerości przed Nim. Co jednak, kiedy relacja została nawiązana, a jednak w trakcie modlitwy odczuwamy noc, ciemność, doświadczamy prób? Wtedy drogą staje się wierność i wytrwałość. Autor zapewnia, że zaufanie złożone w Panu nie będzie zawiedzione. Zachęca też do życia wspólnotowego (zresztą dobra wspólnota jest środowiskiem, które pomaga trwać w wierze).
Z jednej strony to napisana przystępnie książka o podstawach życia chrześcijańskiego, z drugiej jednak strony jest tak pociągająca dla czytelnika... że można odnieść wrażenie, że autor modlił się w tej właśnie intencji.

Ralph Martin, Głodni Boga, eSPe, Kraków 2013

wtorek, 2 grudnia 2014

O takich, co się troszczą i chrapią

Autorki fenomenalnego zbioru świadectw o różnych obliczach macierzyństwa zapowiadały, że powstanie książka o ojcach. I nie zawiodły. Tym razem przemówili mężczyźni - i to prawdziwi, nie uciekający przed cierpieniem, kochający, odpowiedzialni. A jednocześnie bardzo różni, bo mówiący zarówno o ojcostwie biologicznym, adopcyjnym, jak i duchowym. Panowie opowiadają prosto, bez patosu, z poczuciem humoru - a książka wciąga od pierwszej strony.
I oczywiście, jak i poprzednio, dołączone są wypowiedzi dzieci: "Mój tata jest duży i mój" (Marcin); "Tata wszystko może, bo ma silne moce" (Jurek); "Tata to jest nasz opiekowacz, który się o nas troszczy. A najlepszym tatą jest Bóg. Nasz tata się troszczy i strasznie chrapie" (Staś).

Daga Duke, Joanna Sztaudynger, Tata po prostu jest, Wyd. Ośrodek Odnowy w Duchu Świętym, Łódź 2014.

poniedziałek, 6 października 2014

Można? Można!

Zabierałam się do tej książki jak pies do jeża - znowu jakiś amerykański poradnik o gnaniu za sukcesem, bleee - ale okazało się, że nie było się czego obawiać. Chociaż realia parafii w Stanach Zjednoczonych są zdecydowanie odmienne od naszych (co zostało interesująco przedstawione w przypisach), to jednak... hm... czy nie mamy czasem wrażenia, że nasze parafie umierają? Że młodzi nie znajdują w nich miejsca dla siebie? Że msze dla dzieci przypominają plac zabaw? Że niektóre pobożne panie są takie dziwne, a organiście słoń na ucho nadepnął?
Ksiądz Michael i jego świecki współpracownik, Tom, opowiadają o tym, jak Bóg postawił na nogi ich umierającą parafię (zaczynając od nich samych). Oczywiście, momentami książka brzmi jak amerykański poradnik, nie z każdym pomysłem można się zgodzić (z drugiej strony autorzy zaznaczają, że działanie, które "chwyciło" w ich parafii, w innej może okazać się całkowitym niewypałem. Wszelkie pomysły należy przemodlić i rozeznać!), ale mimo to dużo można zaczerpnąć.
W ożywieniu parafii nie chodzi o mnożenie działań - które często rozwijają w parafianach (czy uczestnikach rekolekcji) postawę roszczeniową. Sednem istnienia parafii jest nikt inny, tylko Chrystus i głoszenie Jego Imienia, ewangelizacja, dlatego też podejmowane działania mają mieć cel. Koniec z kazaniami z kartki (i nie na temat) - homilie układają się w pewną strategię formacyjną dla parafian. Zamiast częstych składek - podejmuje się kroki ku dziesięcinie (proboszcz daje swoje 10 % od razu... może to kontrowersyjny pomysł, kojarzący się z kościołami protestanckimi... ale z drugiej strony wiele projektów ewangelizacyjnych czy misyjnych nie mogłoby zaistnieć bez stałego wsparcia finansowego... a i Paulina Jaricot, zakładając w XIX wieku dzieła pomocy misjom, myślała o tym, aby pomoc polegała na skromnym, ale regularnym wsparciu). Pracowników czy wolontariuszy zatrudnia się roztropnie (głownie tych, którzy CHCĄ SŁUŻYĆ i kochają parafię, a nie chcą tylko ładnie wyglądać w pierwszej ławce). Ważną staje się skromna posługa osób witających osoby wchodzące do kościoła. Zwraca się uwagę na muzykę, na stałą formację i miejsce dla młodzieży.
Co istotne, parafia otwiera się na osoby nie uczęszczające do kościoła. Koniec z pokazywaniem palcem tych, których i tak na mszach świętych nie ma. "Tim z Timonium" - to hasło oznacza przeciętnego mieszkańca dzielnicy, kiedyś może ochrzczonego, ale nie zainteresowanego Bogiem. Jak do niego dotrzeć, aby doświadczył, że to jego parafia, jego Kościół... jego Bóg?

ks. Michael White, Tom Corcoran, Odbudowana. Historia katolickiej parafii, Wydawnictwo Przystanek Jezus, Gubin 2013.

niedziela, 7 września 2014

Boży wariaci

W te wakacje miałam przyjemność zobaczyć Piotra i jego kolegę, Jacka, na żywo podczas Diecezjalnych Dni Młodzieży w Hartowcu (tzn. ja nie młodzież, ale wspólnota pojechała tam wraz z innymi grupami trochę poposługiwać). Ci młodzi mężczyźni składali świadectwo wiary, zagrali też kilka swoich piosenek - hip hop z niezwykle mądrymi tekstami. Ta mądrość przebija też z tekstu książki, mimo że Piotr składa świadectwo i opowiada o prawdach wiary prostym, potocznym (choć nie wulgarnym!) językiem. Widać, że miłość do Boga, Kościoła i pragnienie ewangelizacji rośnie w nim z roku na rok. Jeśli ktoś zobaczy w pociągu czy w autobusie dwóch młodych chłopaków w dresach, przewożących metrową figurę Matki Bożej, może być pewien, że nie zabrali jej z żadnego kościoła... to po prostu "łyse banie głoszą zmartwychwstanie". A wszystko zaczęło się od zwykłej spowiedzi w dzień powszedni w parafialnym kościele...

Piotr Zalewski, Wyrwani z niewoli, Spes, Łomża 2013.

wtorek, 20 maja 2014

A w Krakowie...

Krótkie świadectwo ks. Michała Olszewskiego z pierwszego roku posługi kapłańskiej. Szczególnie dużo czasu poświęca autor młodym - to w końcu niezwykle ważne, aby doświadczyli Boga żywego... tak, nawet ta pozornie ułożona młodzież ze szkół katolickich. Ksiądz Olszewski podaje przykłady uzdrowień, uwolnień (czasem uzdrowienie może się zacząć od... chusteczki higienicznej z narysowanym kurczakiem). Drogi Boże bywają niepojęte - czy rodzina, która doświadczyła wieloletniej manipulacji ze strony bioenergoterapeuty, mogła się spodziewać, że - po zerwaniu tych więzów - jeden z jej członków zostanie kapłanem, rekolekcjonistą i że teraz on sam jako egzorcysta będzie się modlić o uwolnienie innych?

ks. Michał Olszewski SCJ, Jezus chodzi po Krakowie, Spes, Kraków 2012.

czwartek, 15 maja 2014

Jak wyglądają cudne manowce?

Przymierzałam się do niej dość długo, no ale skoro powstał film, to wypadało przeczytać. Nie wiadomo, czy na film się wybiorę (zresztą jedni mówią, że dobry, a inni straszą, że protestancki kicz), a co słowo pisane to słowo pisane.
To nie tylko historia "o chłopcu który odwiedził niebo". Ojciec Coltona słusznie zauważa, że w życiu jego rodziny zaistniała pewna - nieprzypadkowa - sekwencja wydarzeń. Z jednej strony więc mamy pastora, który stara się być wzorem dla swojej wspólnoty (dołóżmy jeszcze amerykańską filozofię sukcesu i to, że pewnie jako duchowny podlega podobnym osądom, jak księża katoliccy), a który nagle doświadcza następujących w niewiarygodnym tempie niepowodzeń i chorób (dochodzi do tego, że jego koledzy nazywają go "pastorem Hiobem"), z drugiej zaś żona pastora, nauczycielka, troskliwa matka, cierpiąca od lat z powodu poronienia dziecka (i braku jakiegokolwiek pożegnania z nim). Kiedy wydaje się, że zła passa rodziny Burpo dobiega końca, ciężka choroba dotyka ich czteroletniego synka. Źle zdiagnozowany, trafia bardzo późno do szpitala i tam podczas operacji na krótką chwilę opuszcza ziemską rzeczywistość. To, że w tym czasie odwiedził niebo, wypływa w kilka miesięcy później.
Ile są w stanie wyciągnąć z Coltona rodzice? Tyle, ile czterolatek jest w stanie zrozumieć i opowiedzieć. Jest to jednak dla nich obojga umocnienie w wierze. Matka wreszcie odczuwa ulgę, słysząc, że jej zmarłe dziecko jest w niebie. A ojciec uczy się, że przed Bogiem nie trzeba udawać kogoś perfekcyjnego - w końcu jego wyrzuty, żale, lęk o życie dziecka zostały w niebie nazwane właśnie modlitwą. Docenia też rolę modlącej się wspólnoty.

Todd Burpo, Niebo istnieje... Naprawdę!, Rafael, Kraków 2011.

A na koniec trochę muzyki. Podczas operacji dla Coltona śpiewali aniołowie. Co prawda malec wolał rockowe kawałki, ale zamiast tego usłyszał gospel... zapewne w dobrym wykonaniu:

środa, 19 marca 2014

Taki znak

Całkiem niedawno opowiadałam komuś, że do mojego nawrócenia kilkanaście lat temu przyczyniła się (nie wiedząc o tym) niejaka Madzia Buczek (animatorka dziecięcych róż różańcowych, związana z Radiem Maryja). Chciałabym ją kiedyś wyściskać, ale wiem, że do tego nie dojdzie. Nie to, że na Śląsk daleko. Magda ma taką łamliwość kości, że gdybym ją uściskała, mogłaby wylądować w szpitalu. Teoretycznie dziesięciolatka ze złamaną ręką na wózku inwalidzkim mogła niewiele. A jednak Ktoś się nią posłużył...
Filipina jest dużo bardziej niepełnosprawna. Potrzebuje pomocy bliskich we wszystkich czynnościach życiowych. Pewnie nawet nie wie, dla kogo jest znakiem. Dla swoich młodszych braci jest kimś normalnym, jej chorobę traktują jak etap rozwoju (chłopcy potrafią spytać rodziców, czy... oni też kiedyś byli niepełnosprawni). Dla (niektórych) lekarzy szokiem - no bo jak to, w dobie badań prenatalnych, ze świadomością, że urodzi się bardzo chore dziecko, z licznymi niepełnosprawnościami, które nigdy nie będzie samodzielne - nie zgodzić się na aborcję? Dla rodziny i przyjaciół - mimo zmęczenia i trudu, codziennej ciężkiej pracy, pytań i wątpliwości - małą nauczycielką miłości.

Sophie Chevillard Lutz, Filipina. Siła kruchego życia, eSPe, Kraków 2008.

sobota, 1 lutego 2014

O dzielnej niewieście

Żyła w czasach, kiedy uważano, że działania apostolskie należą do księży i osób zakonnych. A jednak po swoim nawróceniu dobrze odczytała swoją misję w Kościele - była osobą świecką, całkowicie oddaną Bogu. Dzięki tej szalonej miłości zapalała wielu (szczególnie młodych) do różnych działań ewangelizacyjnych. Pomoc chorym, warsztaty rękodzielnicze, małe wspólnoty modlitewne (i dom modlitwy), a wreszcie dzieło pomocy misjom i żywy różaniec. "Paulino, głuptasku, sama byś na to nie wpadła" - żartował jej znajomy ksiądz i dodawał całkiem poważnie - "To jest dzieło Boże".
Pracy w dziele Bożym niejednokrotnie jednak towarzyszą przeciwności. To fałszywe oskarżenia, odsunięcie od udziału w dziełach, których była prekursorką, tragiczna śmierć brata, ciężkie choroby. Najtrudniejsze jednak jest ostatnie dwadzieścia lat jej życia. Paulina chce założyć przedsiębiorstwo, oparte na chrześcijańskich wartościach. Perfidnie oszukana przez wspólników, pozostawiona z długami do spłacenia, traci cały swój majątek. Ta, która zawsze hojnie wspierała misje i ubogich, sama zostaje wpisana na listę lyońskich biedaków. Umiera w opuszczeniu, przebaczając tym, którzy ją skrzywdzili i całe swoje cierpienie ofiarowując w intencji Kościoła i Ojca Świętego. W 70 lat po jej śmierci rozpoczyna się jej proces beatyfikacyjny.
Siostra Giacovelli pisze niezwykle wciągająco, opisując nie tylko działania apostolskie Pauliny, ale i ciekawie przedstawiając zarys historyczny oraz atmosferę rodzinną domu państwa Jaricot. Co prawda z pewnych powodów miałam raptem dwa dni na przeczytanie tej książki... ale polecam tym, którzy lubią się delektować dobrą lekturą. A przede wszystkim tym, którzy chcą się rozpalić na nowo w dziele Nowej Ewangelizacji.

s. Cecilia Giacovelli, Paulina Jaricot - biografia, Wydawnictwo Sióstr Loretanek, "Missio Polonia", Warszawa 2011.

niedziela, 19 stycznia 2014

Przygrywka


Spodziewałam się czegoś więcej po tej książce, bo też Paulina jest niesamowitą dziewczyną i chodzi za mną, żeby popełnić o niej jakiś artykuł. Święta (choć jak na razie Sługa Boża) na nasze czasy - świecka o niezwykłym zapale misyjnym, pomysłodawczyni żywego różańca, przejęta sprawami ubogich... Muszę poszukać grubszej książki. A tytułowa autobiografia (napisana na polecenie spowiednika) obejmuje wbrew pozorom tylko wczesną młodość Pauliny, od dzieciństwa do trzech lat po nawróceniu. Kiedy egzaltowana panienka zaczyna nabierać pewnej mądrości duchowej i zastanawiać się nad swoim miejscem w Kościele... wspomnienia się kończą. A czytelnik akurat wtedy nabiera ochoty na coś więcej!

Paulina Jaricot, Historia mojego życia, eSPe, Kraków 2011