poniedziałek, 2 września 2019

Umowa


Niektórzy znają moją miłość do męczenników...

Kiedy zaczynałam robić zdjęcia na dużych wydarzeniach, bardzo się stresowałam. Pierwszy był koncert muzyki poważnej. Pojechałam, po drodze zapraszając księży męczenników z Dachau do obstawy modlitewnej (im więcej się modli, tym lepiej ;)). Wchodzę do kościoła, a tam słuchaczy nie za wielu. "A te puste ławki to dla księży z Dachau?"

Ostatnio po raz pierwszy robiłam zdjęcia na ślubie i weselu. Nie znałam tego kościoła, więc poprosiłam przedwojennego proboszcza-męczennika o modlitwę. I poczułam się, jakbym tam była u siebie. Zresztą słyszałam trochę o tej wsi, o tym, jacy dobrzy ludzie tam mieszkają. Ksiądz sprawujący mszę, znający młodych od niepamiętnych czasów: "Czuję się, jakbym córkę za mąż wydawał". Potem wesele w wiejskiej remizie, na które podrzuca mnie znajoma, jadąca w zupełnie inną stronę. Nie schodziliśmy z parkietu. Wcinałam winogrona z ogródka młodego, lekko kwaskowe - smak dzieciństwa - i nie pytajcie, ile zdjęć natrzaskałam. 

Dzielę się w pracy wstawiennictwem księdza męczennika, a potem proszę o westchnięcie o zamówienia. Mogą być korekty, rękodzieła, zdjęcia... w każdym razie coś by mi się bardzo przydało. "Księdza Pronobisa poproś!". "A, racja! Poproszę!"

Tak więc, księże Janku - czekam :)

Ku świętym, którzy są na Jego ziemi, wzbudził On we mnie miłość przedziwną!
Ps 16,3

piątek, 23 sierpnia 2019

Deszcz łask


Ostatnio robię korektę książki o kapłanach mojej diecezji. W większości męczennicy. I kolejni niebiescy przyjaciele.

Kiedyś siedziałyśmy w pracy, za oknem plucha, a my z koleżanką bez parasolek, poprosiłam więc ich o modlitwę, bo w końcu musimy jakoś wyjść. I kiedy skończyłyśmy pracę, wyszło słońce.

Niedawno znów podobna sytuacja, więc proszę ich o modlitwę. Wychodzimy, a tu jednak siąpi. "Frelichowski się na ciebie obraził" -  śmieją się ze mnie współpracownicy, znając moje przywiązanie do naszego toruńskiego błogosławionego.
- Frelichowski? Na mnie? Eeee, tam!

Kiedyś myślałam, że skoro otrzymuję za wstawiennictwem druha Wicka mnóstwo drobnych błogosławieństw, to on coś ode mnie chce. Książkę, artykuł, cokolwiek. Ale w końcu doszłam do wniosku, że nic nie chce. Jest w niebie, wpatruje się w Boga. A miłość Boża jest zupełnie bezinteresowna. 

No, chyba że CHCE mi o tym przypomnieć :)

środa, 14 sierpnia 2019

Walka


- To jak tam było na pielgrzymce?!

Ks. Andrzej, miłośnik pielgrzymek, ekstremalnych dróg krzyżowych i innych podobnych ekscesów, jest lekko skonsternowany.

- Ech... chyba już jestem za stary na pielgrzymkę. Coś mi się stało w nogę, połowę przejechałem...

Z podobnego powodu pół pielgrzymki przejechał też ks. Maciek, zwykle tryskający zdrowiem i dobrym humorem.

- A ja, jak wczoraj przebijałem bąbel, to jak trysnęło!... - ks. Paweł po pielgrzymce siedzi w pracy na boso - Ale, panowie! Pamiętajcie, w jakiej intencji szliśmy na pielgrzymkę!

- A, no tak! To wszystko jasne :)

Jak długo Mojżesz trzymał ręce podniesione do góry, Izrael miał przewagę. Gdy zaś ręce opuszczał, miał przewagę Amalekita. Gdy ręce Mojżesza zdrętwiały, wzięli kamień i położyli pod niego, i usiadł na nim. Aaron zaś i Chur podparli jego ręce, jeden z tej, a drugi z tamtej strony. W ten sposób aż do zachodu słońca były ręce jego stale wzniesione wysoko. I tak zdołał Jozue pokonać Amalekitów i ich lud ostrzem miecza.
Wj 17, 11-13




niedziela, 11 sierpnia 2019

Siostry, bracia i pola


Za dalą dal, czyli u Ruttki tak ładnie :)

Jak to mawialiśmy na nadmorskiej: "Chciałem piasek na plaży i mam piasek na plaży - chwała Panu!" ;)

W tym roku prosiłam o piękne wakacje - i dostałam. Po latach przepracowania i planach wakacyjnych, które co chwila brały w łeb. O wstawiennictwo poprosiłam mojego prywatnego specjalistę od spraw beznadziejnych - św. Jana od Krzyża. I mój brat załatwił piękny czas odpoczynku u Agnes-es i naszej blogowej Rut.

Niezwykłe Boże kobiety z pasją. I z wielką miłością do swoich rodzin. 

Piękne rodziny. I piękne widoki na pola, łąki, kapliczki, drewniane domki z malwami albo średniowieczne kościółki ukryte na końcu miasta. Dużo czasu, kiedy po prostu możesz, ale nie musisz. Książki, włóczki, kawa, cisza i pogaduchy.

A wczoraj jeszcze wyjechaliśmy z Piernikowa na spacer fotograficzny w miasteczku niedaleko nas. I też był to dobry czas. Może i mniej zdjęć - ale za to rozmowy... o obiektywach i pomidorówce, o historii miasteczka i pewnej samotnej pani, która obcym nie pozwala nawet spojrzeć na kwiaty w ogródku, o musze, która zabrała się na gapę. Takie głupoty, ale potem miło jest spotkać tych ludzi podczas jakiegoś wydarzenia, na którym trzeba zrobić zdjęcia - bo ten, co jest niewierzący, serdecznie się uśmiecha, a tamten, co nie może się odnaleźć w żadnej denominacji protestanckiej, pomaga ci rozeznać jakąś sprawę po Bożemu i odwozi do domu, bo wydarzenie kończy się po północy.


Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym.
Mk 10, 29-30


niedziela, 5 sierpnia 2018

Zakaz narzekania


Uśmiałam się wczoraj z siebie. A było to tak.

Lubię robić zdjęcia na uroczystościach w małych parafiach - atmosferę rodzinności (szczególnie jeśli w dodatku widać kilka znajomych twarzy), rowery pod płotem, grupki młodych, rodziny z dziećmi, proboszczów znających parafian od małego. Wczoraj robiłam zdjęcia w takim małym gronie - ale chociaż parafia niewielka, fotografów przybyło sporo. Była dziewczyna z parafii, był pewien dwumetrowy fotograf, który jest wszędzie, było dwóch chłopaków z miejscowych mediów - wiadomo, każdy chce wykonać swoją pracę, ale stara się jednocześnie, żeby drugiemu nie zasłaniać. A zwłaszcza jak ma dwa metry przy moim wzroście Małej Tereski (naśladując świętych Karmelu mam - podobnie jak ona - 158 cm) - za taką malizną można stanąć i też się zrobi. Ale był fotograf, który doprowadzał mnie do szewskiej pasji - latał, krążył, skakał, wszystkim właził w kadr w najbardziej newralgicznym momencie. No miałam mordercze instynkty na jego widok.

Po uroczystościach wszyscy zostaliśmy zaproszeni na grilla, więc gadam sobie z kierowniczką parafialnego chóru, którą okazała się być moja znajoma z warsztatów gospel. Nawet miałam się poskarżyć na tego szalonego dokumentalistę, ale w międzyczasie zmieniłyśmy temat, a potem D oddaliła się z drugą koleżanką po coś do picia. Za chwilę D mnie woła: "Kawusiowo, muszę ci kogoś przedstawić! To mój narzeczony!". Domyślacie się, kogo mi przedstawiła :)

Cóż, narzeczony kierowniczki parafialnego chóru może wszystko!

Nie sprzeczaj się z człowiekiem potężnym,
abyś przypadkiem nie wpadł w jego ręce. 
Syr 8,1