W Domu Miłosierdzia już na nas czekają. A ja... mam ochotę gdzieś uciec, schować się. Jasne, tak długo czekałam na ten wyjazd, a nagle jakieś dziwne pomysły. Bo tysiąc spraw do ogarnięcia (jak zwykle), bo coś miało być inaczej, a nie jest i zżymam się na ten mur nie do przebicia. Bo co ja tym ludziom - do których pójdziemy - powiem. Bo trzeba się będzie dzielić wszystkim ze wszystkimi i wytrzymać, że jeden chrapie, drugi okropnie fałszuje, trzeci ma inne poglądy - a ja się tak przyzwyczaiłam do tej mojej samotności, do mojej wspólnoty, do ciszy.
A z drugiej strony wiem, że tego potrzebuję. Zostawić te sprawy, wyjść z Ur Chaldejskiego. Zrobić to, co Pan mówi. Teraz wreszcie On. A sprawy się ułożą.
Oz 2, 16.21-24
PS: Kto tylko może, niech w tym czasie (14-29 sierpnia) westchnie :) Dzięki!
Ok ;)
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam teraz, bo wróciłam, ale mogę wzdychać jeszcze dziś, jutro i pojutrze :)
OdpowiedzUsuń