Świadectwo Andrzeja Sowy słyszałam parę lat temu, ale cieszę się, że pojawiło się w wersji książkowej - łatwiej wrócić. A polecam bardzo! Wciąga tak, że czyta się po nocach. Niezwykła historia ocalenia, całkowite uzdrowienie po 11 latach narkomanii, ale też głębokie, postępujące w czasie uzdrowienie wewnętrzne. Dzisiaj jej bohater to szczęśliwy mąż, troskliwy ojciec, terapeuta uzależnień (w książce podaje dobitne przykłady tego, do czego prowadzi eksperymentowanie z substancjami chemicznymi), ale także człowiek wielkiej wiary, zaangażowany w Kościele. Autor pokazuje, że dla Boga nie ma nikogo straconego, a najbliżsi mu są właśnie ci najbardziej poranieni.
Trochę poetycko mówiąc... rozradowałam się, że Bóg jest wierny Swoim obietnicom (jakie to były obietnice dla Andrzeja - przeczytajcie), ale też że Kościół ma tak wiele narzędzi, aby wyjść do człowieka zagubionego, pokazać mu Chrystusa, poprowadzić ku uzdrowieniu; aby w cierpieniu nie zatracił nadziei. Dzisiaj ze wspólnotą byliśmy w maleńkiej, wiejskiej parafii (piękny, XIII wieczny kościółek, zimny, ale przytulny, garstka parafian na mszy świętej). Dla kogo nasza posługa będzie znakiem? Komu świadectwo naszej koleżanki dodało odwagi, nadziei? Kto po latach będzie odwoływać się do tego wydarzenia? Nie wiemy tego, ale wiemy, że Bóg szuka człowieka - kimkolwiek jest, w jakiejkolwiek sytuacji się znajduje.
Andrzej Sowa, Ocalony. Ćpunk w Kościele, Znak, Kraków 2015.
niedziela, 22 marca 2015
sobota, 21 marca 2015
Dzięki Bogu
Znajomi kilka lat temu przeprowadzili się do Koszalina, a że byli to starzy oazowicze, więc tęskno wzdychali: "Panie, jak my sobie damy radę na tej pustyni?". Dowiedzieli się jednak, że do tegoż miasta został przeniesiony ks. Jarosiewicz i stwierdzili: "Boże, dzięki ci!". Nie wszyscy za nim przepadają, ale mnie osobiście kiedyś ujął swoją postawą. Duże rekolekcje charyzmatyczne, 2000 uczestników, organizatorzy to właśnie ks. Rafał i jego wspólnota. Ksiądz Bashobora głosi konferencję - a ks. Jarosiewicz spowiada. Koniec konferencji - wpada na scenę, daje kilka ogłoszeń - i wraca do konfesjonału. Prawie cały dzień przesiedział, spowiadając... W wywiadzie opowiada między innymi o całonocnej spowiedzi w poprawczaku, w samochodzie, o ewangelizacji w supermarketach, posłudze charyzmatami - bo też ma 1000 pomysłów na minutę. A jednocześnie to człowiek głębokiej pokory (w wywiadzie dość często powtarza słowa: "Ja się mogę mylić... ale ksiądz biskup mnie poprawi, wspólnota mnie poprawi"), uczący się rozeznawać, ufać Bogu i uwielbiać Go mimo wszystko - i bardzo szczęśliwy w swoim powołaniu.
ks. Rafał Jarosiewicz, Z góry dziękuję!, Pomoc, Częstochowa 2014
ks. Rafał Jarosiewicz, Z góry dziękuję!, Pomoc, Częstochowa 2014
wtorek, 3 marca 2015
Temperamencik
Modliłam się już ostatnio o dobrą lekturę. Taką, która da "kopa" (a swoją drogą pamiętacie zdanie o. Szymkowiaka, że "miłość Boża daje większego kopa niż porażenie prądem"?), rozpali, pokaże nowe horyzonty. A święci mają to do siebie, że potrafią postawić człowieka na nogi, więc bardzo się cieszę, że z pewnych powodów musiałam się z Katarzyną zaznajomić. Dostałam oczekiwanego "kopa", a w dodatku mam kolejną świętą przyjaciółkę w niebie.
Wcześniej nie trafiałam na dobre pozycje o Katarzynie i zwyczajnie się zniechęciłam. Robiono z niej trochę esesmankę, trochę dziwaczkę (te surowe posty i długie ekstazy...), osobę, której nigdy nie wiadomo, co do głowy strzeli. Tymczasem o. Rajmund znał ją osobiście, był jej przyjacielem i synem duchowym. Święta, którą kapłan ukazuje, to przede wszystkim kobieta szczęśliwa - mimo wielu cierpień i przeciwności, których doświadcza. Jest kochaną - i kocha. Bardzo wyraźnie widać było, że kiedy miała możliwość mówienia o Bogu i wyjawiania tego, co nosiła w sercu, stawała się jakby młodszą, silniejszą i radośniejszą, kiedy natomiast odmówiono jej takiej możliwości, stawała się przygnębiona i bez życia. Temperament ma iście śródziemnomorski, oczywiście - ale może właśnie to pomaga jej walczyć o dusze. Owszem, jest twarda w obliczu walki ze złym duchem - ale wobec bliźnich najczęściej ujawnia się jej wielka cierpliwość (o. Rajmund często powtarza, że nadzwyczajne dary, które otrzymywała, nie były najważniejsze - za to wielu widziało i doświadczało mocy jej modlitwy i cierpliwości). Jej życie pokazuje, że im bardziej wydamy się Bogu, tym większe cuda będzie mógł uczynić i w nas samych, i wokół nas.
Bł. Rajmund z Kapui, Żywot św. Katarzyny ze Sieny, W drodze, Poznań 2010.
Wcześniej nie trafiałam na dobre pozycje o Katarzynie i zwyczajnie się zniechęciłam. Robiono z niej trochę esesmankę, trochę dziwaczkę (te surowe posty i długie ekstazy...), osobę, której nigdy nie wiadomo, co do głowy strzeli. Tymczasem o. Rajmund znał ją osobiście, był jej przyjacielem i synem duchowym. Święta, którą kapłan ukazuje, to przede wszystkim kobieta szczęśliwa - mimo wielu cierpień i przeciwności, których doświadcza. Jest kochaną - i kocha. Bardzo wyraźnie widać było, że kiedy miała możliwość mówienia o Bogu i wyjawiania tego, co nosiła w sercu, stawała się jakby młodszą, silniejszą i radośniejszą, kiedy natomiast odmówiono jej takiej możliwości, stawała się przygnębiona i bez życia. Temperament ma iście śródziemnomorski, oczywiście - ale może właśnie to pomaga jej walczyć o dusze. Owszem, jest twarda w obliczu walki ze złym duchem - ale wobec bliźnich najczęściej ujawnia się jej wielka cierpliwość (o. Rajmund często powtarza, że nadzwyczajne dary, które otrzymywała, nie były najważniejsze - za to wielu widziało i doświadczało mocy jej modlitwy i cierpliwości). Jej życie pokazuje, że im bardziej wydamy się Bogu, tym większe cuda będzie mógł uczynić i w nas samych, i wokół nas.
Bł. Rajmund z Kapui, Żywot św. Katarzyny ze Sieny, W drodze, Poznań 2010.
czwartek, 26 lutego 2015
Odwróć oczy!
Nie przeczytałam w całości. Przejrzałam za to, i to dość dużo, będąc u koleżanki, bo miałam się zająć jej córcią, ale dziewczątko słodko zasnęło. Wiem, że nie przeczytam, bo nie trawię naiwnego stylu amerykańskich poradników... ale jeśli komuś to nie przeszkadza, to zachęcam. Dlaczego? Dlatego, że uwielbienie uwalnia serce, daje wolność wewnętrzną mimo niesprzyjających warunków, trudności, choroby. Odwraca oczy od tego, czego nam brak, ku temu, co mamy (i Temu, kogo mamy). Daje nadzieję na zmianę, bo jest Ktoś, na kim można się oprzeć. Jest orężem w walce duchowej. I nawet jeśli hasło "Bóg ma dla ciebie wspaniały plan" doprowadza nas do białej gorączki (bo co tak naprawdę to oznacza?), to pozwólmy sobie na bycie dziećmi i uwielbiajmy Go. Jeśli do tego, aby w trudnościach patrzeć na Boga, zachęcają zarówno święci katoliccy, jak i autorzy protestanccy... to przecież coś w tym musi być :)
Merlin R. Carothers, Moc uwielbienia, Pomoc, Częstochowa 2014.
Merlin R. Carothers, Moc uwielbienia, Pomoc, Częstochowa 2014.
niedziela, 11 stycznia 2015
Zawodnicy z pierwszej połowy meczu
Słyszeliśmy nieraz o powszechnym obowiązku ewangelizacji. Ale czy każdy powinien ewangelizować? Według autora - nie! Jeśli chcemy głosić Chrystusa, najpierw sami powinniśmy Go poznać i pokochać. Ludzie lepiej rozumieją tajemnice wiary i doceniają bogactwo katechezy, gdy doświadczą wcześniej głoszenia kerygmatycznego. A nawrócenie grzesznika nie jest jeszcze aż tak bardzo trudne, jak nawrócenie kogoś, kto ma o sobie całkiem dobre mniemanie. Jose Prado tak pisze o sobie: Przez długi czas próbowałem ewangelizować, samemu nie będąc zewangelizowanym. Uważałem się za nauczyciela Biblii, choć nie byłem sługą Słowa (por. Łk 1,2). Moje późniejsze nawrócenie nie polegało na przemianie z gorszącego grzesznika w osobę wypełniającą nakazy moralne. Nie. W moim przypadku była to najtrudniejsza przemiana na świecie: przejście od bycia niewolnikiem, który wypełnia nakazy Boże, do życia w charakterze syna, z prawem do dziedziczenia. Nim to się stało, posiadłem obszerną wiedzę na temat Biblii. Wykładałem nawet języki biblijne. Ale nie wprowadziłem do mojego serca tego, co miałem w głowie. Skoro więc Bóg mógł nawróci takiego faryzeusza jak ja, to może przemienić każdego innego człowieka.
Autor zwraca uwagę na to, że nim rozpocznie się katechizację, należy najpierw doprowadzić słuchaczy do osobistego spotkania z Bogiem. Jak obrazowo pisze, "katecheci powinni wchodzić na boisko w drugiej połowie meczu". Pisze też o problemach w ewangelizacji - m.in. zbytnim opieraniu się na ludzkiej mądrości, moralizowaniu, braku wspólnoty wspierającej ewangelizatora, lękach, braku wiary, pokusie natychmiastowych owoców. Głównym jednak problemem, który przeszkadza w skutecznym głoszeniu Słowa, jest brak więzi z Panem - ewangelizator więc nie tylko ewangelizuje, ale i sam potrzebuje nieustannego nawrócenia.
Jose Prado Flores, Nowi ewangelizatorzy dla Nowej Ewangelizacji, Wyd. Święty Wojciech, Poznań 2013.
Autor zwraca uwagę na to, że nim rozpocznie się katechizację, należy najpierw doprowadzić słuchaczy do osobistego spotkania z Bogiem. Jak obrazowo pisze, "katecheci powinni wchodzić na boisko w drugiej połowie meczu". Pisze też o problemach w ewangelizacji - m.in. zbytnim opieraniu się na ludzkiej mądrości, moralizowaniu, braku wspólnoty wspierającej ewangelizatora, lękach, braku wiary, pokusie natychmiastowych owoców. Głównym jednak problemem, który przeszkadza w skutecznym głoszeniu Słowa, jest brak więzi z Panem - ewangelizator więc nie tylko ewangelizuje, ale i sam potrzebuje nieustannego nawrócenia.
Jose Prado Flores, Nowi ewangelizatorzy dla Nowej Ewangelizacji, Wyd. Święty Wojciech, Poznań 2013.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




